O blogu

Salve! Silva Rerum to blog poświęcony zagadnieniom: kultury Europy - dziedziczce wspaniałego Imperium Rzymskiego, krytyce poprawności politycznej, iSSlamu, postmodernizmu, doktrynerstwa w każdej postaci, tudzież lewactwa i rożnej maści innego robactwa....

wtorek, 16 września 2008

Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą? Katechizm. (Leszek Kołakowski)

Motto: "Proszę się cofnąć do przodu!" (słyszałem takie wezwanie konduktora w tramwaju warszawskim; proponuję je jako główne hasło dla wielkiej i potężnej Międzynarodówki, która nigdy nie będzie istniała)

Myślimy na sposób konserwatywny, sądząc:

1. Że nigdy nie było i nie będzie takich ulepszeń i usprawnień życia ludzkiego, które nie musiałyby być opłacane pogorszeniem pod innymi względami, i że z tej racji przy wszystkich projektach reform obowiązani jesteśmy zadawać sobie pytanie o ich cenę. Można to wyrazić inaczej: istnieją niezliczone zła, które się dają pogodzić, które więc w pełnych rozmiarach możemy jednocześnie cierpieć, a istnieją liczne dobra, które się wzajem wykluczają lub ograniczają, z których zatem nigdy nie możemy jednocześnie w pełni korzystać; społeczeństwo, gdzie nie ma żadnej wolności i żadnej równości, jest najzupełniej możliwe, nie jest natomiast możliwe społeczeństwo, gdzie jest pełna wolność i pełna równość zarazem. To samo odnosi się do zgodności między planowaniem i zasadą autonomii, między bezpieczeństwem i postępem technicznym. Mówiąc jeszcze inaczej: nie istnieje happy ending historii ludzkiej.

2. Że nie wiemy, w jakich rozmiarach rozmaite, z tradycji odziedziczone formy życia - rodzina, naród, społeczności religijne, rytuały - są ważne i są nieodzowne dla trwania i dla jakości trwania społeczeństw. Nie ma żadnych racji do mniemania, że niszcząc te formy lub piętnując je jako irracjonalne, mnożymy szanse zadowolenia z życia, pokoju, bezpieczeństwa i wolności; są natomiast liczne racje, by oczekiwać czegoś przeciwnego. Nie wiemy, co by się stało na przykład, gdyby zniesiona została rodzina monogamiczna lub gdyby tradycyjny obrzęd grzebania zmarłych zastąpiony został racjonalną eksploatacją trupów dla celów przemysłowych. W rzeczy samej, możemy racjonalnie spodziewać się jak najgorszych skutków.

3. Że oświeceniowy przesąd, wedle którego zawiść, żądza wyróżnienia, chciwość, agresywność, są tylko wynikiem wadliwych instytucji społecznych i zostaną razem ze zmianą tych instytucji zniesione, jest nie tylko w najwyższym stopniu niewiarygodny i sprzeczny z doświadczeniem (i jakże to, u diabła, powstały te wszystkie instytucje, skoro się tak sprzeciwiają autentycznej naturze ludzkiej?), ale zgubny w myśleniu społecznym. Spodziewać się, że można zinstytucjonalizować braterstwo, miłość i bezinteresowność, to tyle, co mieć już niezawodną receptę na despotyzm.

Myślimy na sposób liberalny, sądząc:

1. Że dawna zasada, wedle której zadaniem państwa jest troszczyć się o bezpieczeństwo, pozostaje w mocy. Pozostaje w mocy również wtedy, gdy pojęcie bezpieczeństwa rozszerza się tak, iż obejmuje ono nie tylko prawną ochronę osób i własności, ale także różne zabezpieczenia społeczne; że ludzie nie muszą głodować z powodu braku pracy albo z braku pieniędzy umierać na łatwo uleczalne choroby, że mają bezpłatne szkoły dla dzieci - wszystko to objęte jest pojęciem bezpieczeństwa. Żadną miarą jednak nie wolno mylić bezpieczeństwa z wolnością. Państwo zapewnia wolność nie przez to, że coś robi i coś reguluje, ale przez to, że nie robi nic i pozostawia różne dziedziny życia bez regulacji. W rzeczywistości bezpieczeństwo bywa pomnażane tylko kosztem wolności. Nie jest także bynajmniej zadaniem państwa czynić ludzi szczęśliwymi.

2. Że zbiorowości ludzkie zagrożone są nie tylko stagnacją, ale degradacją i w końcu śmiercią, jeśli są tak zorganizowane, że inicjatywa i wynalazczość jednostek nie ma już pola rozwoju. Można sobie wyobrazić samobójstwo ludzkości, nie można jednak - ludzkiego społeczeństwa mrówek, a to po prostu dlatego, iż nie jesteśmy mrówkami.

3. Że w najwyższym stopniu nieprawdopodobne jest przypuszczenie, iż w społeczeństwie, gdzie zniesione zostały wszystkie formy konkurencji, nadal działają konieczne bodźce dla twórczości i postępu. Wzrost równości nie jest celem samym w sobie, lecz tylko środkiem: innymi słowy, nie opłaca się w ogóle dążyć do zwiększonej równości, jeśli wynikiem miałoby być tylko ściągnięcie na dół tych, co lepiej się mają, nie zaś poprawa losu upośledzonych. Doskonała równość jest zaś sprzecznym wewnętrznie ideałem.

Myślimy na sposób socjalistyczny, sądząc:

1. Że, gdyby dążenie do zysku było jedynym regulatorem produkcji, dzisiejsze społeczeństwa byłyby zagrożone nie mniejszymi, a może większymi, chociaż innymi, katastrofami niż w wypadku, gdyby zysk był całkowicie wyeliminowany z czynników regulujących. Są dobre powody, by ograniczać wolność działań ekonomicznych w imię bezpieczeństwa większości i dążyć do tego, by pieniądz nie obrastał w pieniądz automatycznie; ograniczenie wolności powinno się jednak nazywać ograniczeniem wolności, nie zaś szczególną formą wolności.

2. Że jest obłudą i zamachem na zdrowy rozsądek wnioskować z niemożliwości doskonałego i bezkonfliktowego społeczeństwa, iż każda istniejąca forma nierówności jest nieuchronna i każda forma zysku usprawiedliwiona. Historiozoficzny pesymizm, z którego na mocy osobliwego rozumowania wynika, iż progresywny podatek jest hańbą i skandalem, jest równie podejrzany jak historiozoficzny optymizm, na którym zbudowany został archipelag Gułag.

3. Że należy sprzyjać dążeniu do społecznego nadzoru nad gospodarką, chociaż oznacza to nieuchronnie wzrost biurokracji; nadzór ten jednak nie będzie nigdy istniał bez demokracji przedstawicielskiej, stąd nieuchronnie myśleć trzeba, jak przeciwdziałać zagrożeniom wolności zawartym we wzroście tego nadzoru.

***

Wydaje się, że ten zbiór regulatywnych idei nie zawiera sprzeczności. W takim razie możliwą jest rzeczą być konserwatywno-liberalnym socjalistą, albo też - co na jedno wychodzi - te trzy słowa nie stanowią już zdolnych do życia i wykluczających się opcji. Powód zaś, dla którego wspomniana na wstępie wielka i potężna Międzynarodówka nigdy istnieć nie będzie, jest taki, iż Międzynarodówka ta nie może obiecać ludziom, że będą szczęśliwi.

Leszek Kołakowski, "Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań", Aneks, Londyn 1984.


Czy ten "katechizm" Kołakowskiego nie przypomina w zasadniczych zrębach credo neokona?

sobota, 13 września 2008

Niewygodne argumenty: Bóg jako uzasadnienie poznania

Wśród oręża ateistów używanego przeciw religii znajduje jeden bardzo zręczny sofizmat zwany Czajniczkiem Russela "jako odpowiedź na stanowisko, że to sceptyk musi udowodnić nieprawdziwości niefalsyfikowalnych postulatów" wiary. Z perspektywy jego jeżeli wierzymy w Boga transcendentalnego a jednocześnie za absurdalne uważamy twierdzenia odnośnie istnienia wróżek, strzyg czy krasnoludków to nasze poglądy z epistemologicznego punktu widzenia są niespójne (zazwyczaj w tym momencie krytykanci dorzucają też garść inwektyw). Uważam, iż w tym względzie ateiści mylą się przypisując taki sam status tworom ludowej tradycji oraz Demiurgowi. Nie chcą oni bowiem zauważyć, iż pojęcie Boga może być potencjalnym rozwiązaniem filozoficznych dociekań odnośnie poznania oraz etyki. Jeżeli bowiem założyć, iż Stwórca jest "istotą" tożsamą z "absolutną miłością" to racjonalnym jest przyjąć, iz wyposażył najwspanialsze ze swych dzieł - człowieka - w umiejętności i przymioty, które to zagwarantują mu przetrwanie w Naturze (nie stoi to z sprzecznością z teorią ewolucji - ale o tym może później).
Najlepszym z tych narzędzi jest rozum. Jednakże nie na wiele by mu się on zdał gdyby Wszechświat ze swej natury byłby całkowicie niewyjaśnialny i "nieredukowalny" . Usuwając z epistemologicznych rozważań Boga, czy Demiurga w sensie (neo)platońskiego ideału, nie można na gruncie filozofii wykazać, iż prawa rządzące Wszechświatem dadzą się wyrazić w języku fizyki, matematyki czy jakimkolwiek innym, a dokonania współczesnej nauki są tylko fatamorganą. Tak więc wtedy jakiekolwiek poznanie empiryczne nie jest możliwe gdyż nawet nasze zmysły mogą ulegać ułudzie (solipsyzm), jako że samej zasady empirycznej empirycznie dowieść się nie da, a to, iż twierdzenia na jej podstawie powstałe miały pewną wartość prognostyczną nie gwarantuje, iż zachowają tę własność w przyszłości. Jednak wychodząc od tożsamości Boga z Dobrem, można wnioskować, iż nie pozostawił on człowieka we Wszechświecie chaosu. Odnośnie etyki zaś cierpi ona na brak jednoznacznej, uniwersalnej teorii wartościowania. Obecnie istniejące jej substytuty są kulturowo i historycznie względne. Oczywiście Objawienie dostarcza takiego "uniwersalizmu" - wtedy to wszelki twierdzenia normatywne stają się opisowymi. Niestety nie mamy "intelektualny narzędzi weryfikacji" prawdziwości Objawienia. Pozostaje więc agnostycyzm, jednakże w świetle powyższych argumentów trudno trwać na stanowisku, iż moc wyjaśniająca pojęcia Boga jest żadna; być może jest niewystarczająca ale na pewno nie żadna.

środa, 10 września 2008

ONDAS DO MAR DE VIGO ( XIII w. )





Tłumaczenie:

Waves of the Sea of Vigo,
have you seen my [boy]friend?
oh my God!, he will arrive soon?

Waves of the high seas,
have you seen my beloved?
oh my god! he will arrive soon?

you have seen my [boy]friend,
Whom I sigh for?
oh my God!, he will arrive soon?

There you seen my beloved,
for whom I have great concern?
oh my God! he will arrive soon?

Źródło tekstu: komentarze na youtube

piątek, 5 września 2008

Uzasadnienie racjonalności. Ciekawa dyskusja na "Gronie"

Chodzi mi ostatnie po głowie taki problem, ale dopiero teraz mam czas go spisać (co zresztą obiecałem już dawno Khalidowi). Muszę najpierw dać pewien opis i eksperyment myslowy, pytanie do Was na samym końcu.

Jak wiecie, w obrębie poszczególnych nauk społecznych i filozofii często korzysta się z pojęcia racjonalności (jako pewnej umiejętności poprawnej aktywności intelektualnej). Ma ono bardzo wiele znaczeń (to znaczy w różnych kontekstach jego usus jest różny), tak samo często jest po prostu niezbędne, np. jeśli chcemy opisać zachowanie ludzi w obrębie jakiegoś typu sytuacji, racjonalność pozwala nam koherentnie łączyć wyobrażenia o świecie, cele, wiedzę, etc., z jakimiś konkretnymi działaniami.

Jedno szczegółowe znaczenie racjonalności to koherencja preferencji odnośnie dowolnego aspektu rzeczywistości, gdzie koherencję można zdefiniować jako porządek (albo dobry porządek) na jakimś zbiorze stanów rzeczy (czyli jako poprawną relację '>'). Na przykład, jeśli z filozofii preferuję, dajmy na to, Wittgensteina nad Leibniza i Leibniza nad Hegla, to jestem racjonalny w tym znaczeniu jeśli preferuję też Wittgensteina nad Hegla.

To znaczenie jest bardzo fajne, bo daje się zapisać jako relację na zbiorze, a więc można ją zaksjomatyzować i np. przełożyć na jakiś obiekt matematyczny. Nazwijmy je racjonalnością warunkową. Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Pojęcie racjonalności, bliższe rozumieniu intuicyjnemu, jest nieco inne. Taka 'wysoka' racjonalność to nie po prostu koherentny sposób myślenia, ale pewien wyróżniony sposób myślenia na mocy jakichś jego właściwości. Intuicyjnie, wydaje się na przykład że typowy naukowiec powinien być racjonalny w tym sensie, że powinien tworzyć teorie w oparciu tylko i wyłącznie o empirię i pewne rozstrzygnięcia metodologiczne, za pomocą poprawnych schematów wnioskowania (cokolwiek miałoby to znaczyć, ale intuicja jest tutaj dość prosta).

Teraz pytanie - czy takie pojęcie racjonalności można przełożyć na racjonalność warunkową, a więc czy taka silna racjonalność może być opisana jako pewna spójna relacja na jakimś zbiorze? Oczywiście, tak po prostu może być, ale pytanie o konsekwencje.

Wydaje się, że taka silna racjonalność powinna spełniać jeden warunek, to znaczy powinna być 'samooczywista'. Dlaczego? Skoro jest wyróżniona, musi pokazać, że racjonalnie jest ją przyjąć.

Ale jeśli działamy na poziomie logiki, od razu pojawia się problem Tarskiego - znacie wynik, można skonstruować zdanie P, które brzmi 'przyjmować P jest nieracjonalne' i mamy sprzeczność. W wyniku tego, taka silna racjonalność musi albo nie dać się zapisać w języku logiki, albo nie mieć zdefiniowanych możliwości rekurencji (w konsekwencji, nie może udowodnić swojej własnej racjonalności). Pierwsze jest bardzo problematyczne, bo można wtedy kwestionować jakąkolwiek poznawalność takiego obiektu (w końcu logika to jakiś ekstrakt naszego myślenia). W drugim wypadku, w praktyce otwiera się nam sceptycka puszka bez dna i potrzeba jakiegoś silniejszego uzasadnienia dla owej racjonalności (i pytanie, skąd ją wziąć).

Uwaga na boku - wyobraźcie sobie obiekt, który przyjmujemy za silną racjonalność (z jakiegoś dziwnego powodu nie jesteśmy w stanie się od niego psychologicznie uwolnić), ale zarazem który nie ma w sobie rekurencji (czytaj, nie jest samoudowadnialny). Kant by to nazwał pojęciem syntetycznym a priori (bo niby nie analityczne, a zarazem nie uwolnimy się od niego).

I teraz zasadnicze dwa pytania do Was - po pierwsze, czy to rozumowanie jest poprawne (albo czy nie wymaga jakichś dodatkowych rozważań), a jeśli jest, to jakie są według Was jego konsekwencje dla poznania.

Tomasz Aleksander Sylwester @ grono filozofia

Odpowiedź:

>Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl >KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy >szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Zdaje mi się, że ogołociłeś racjonalność, gdyż możesz, z przedstawionego punktu widzenia, skrócić ową myśl, lecz w tym samym momencie redukujesz ją do rozmiarów myśli niekoniecznie racjonalnej. Co więcej, zdaje mi się, że racjonalność o której tutaj piszesz jest racjonalnością dość subiektywną, stąd te nieścisłości. Racjonalność którą wystawiasz na próbę winna być obiektywna, dopiero wtedy będzie można pisać o niej. W innym przypadku autor ma aspiracje opisania myśli racjonalnej, lub też w sposób racjonalny.

Co do sprzeczności logicznej.
Sprzeczność o nie przyjmowaniu zdania, z powodu braku racjonalności, wydaje się być pod jej przyjmowaniem, przez co nie dochodzi do paradoksu. Jeżeli jednak zdanie przeciwne poznaniu jest prawdą, znaczyłoby to o błędach w dochodzeniu do problematycznego twierdzenia.

Opis matematyczny, relacyjny, też mógłby wykluczyć sprzeczność logiczną, bo czy owe sprzeczne zdanie nie może być w tym samym zbiorze, w jakim jest również racjonalność?

Ukrócając dalsze rozważania stopujące się na poznaniu a priori udało Ci się ładnie rzucić racjonalność na deski :) Jednak rekurencja(nie wiem, czy to akurat dobre określenie), lub- jak to nazwałeś- samoudowadnianie się, jest oparte na wewnętrznym zbiorze oraz na regule, która leży u podstaw samego pojęcia.

Racjonalność jednak zdaje się być wciąż zdobywanym szczytem, przynajmniej dookoła wciąż otwartych zbiorów. Można by spróbować założyć jego obiektywność równą aktualnemu szczytowi(co też się na pewno robi). Warto przy tym zachować również dystans, bo wszak możemy wchodzić na nie ten szczyt, co trzeba; )

Karol K @ grono filozofia


Link wątku:  http://grono.net/forum/topic/14782144/0/

wtorek, 2 września 2008

Jak wyjaśnić paradoks wszechwiedzy i wszechmocy?

Prosze bardzo. Wszechwiedza i wszechmoc... są. Jakikolwiek dalszy opis będzie absurdalny, ponieważ próbowalibyśmy to zrobić przy użyciu narzędzia (języka opartego o logikę formalną) którego przeznaczeniem było przekazanie drugiej małpie gdzie znajdują się jadalne owoce, a nie zrozumienie natury istnienia.

End of exposition; )

Eshin@grono

poniedziałek, 1 września 2008

Muzuł w niebie

Muzułmanin zmarł i trafił do nieba. Na miejscu wita go święty Piotr:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
Na to muzułmanin:
- O nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
- Aaa, Allach. Jest piętro wyżej.
Muzułmanin uśmiecha się:
- Oczywiście, że jest wyżej!
Po chwili wchodzi po schodach do góry. Tam wita go Jezus:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
- O, nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
Jezus odpowiada:
- A, rozumiem. Allach jest na najwyższym piętrze.
Muzułmanin uśmiecha się i idzie na samą górę. Tam wita go sam Bóg:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
- O, nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
Bóg na to:
- Oczywiście, jest tutaj, ale w tej chwili jest bardzo zajęty. Może spoczniesz tu i czegoś się napijesz?
- Świetnie.
- Herbaty?
- Tak, bardzo chętnie.
Na to Bóg:
- To ja napiję się z tobą.
...Po czym klaszcze w dłonie i woła:
- Allach, dwie herbaty!

wtorek, 26 sierpnia 2008

Credo agnostyka


"Religia jest odpowiedzią na ostateczne pytania człowieka. Kiedy rodzi się w nas brak świadomości pytań ostatecznych, religia staje się nieistotna i nastaje jej kryzys. Podstawowe zadanie filozofii religii to odnalezienie pytań, na które religia jest odpowiedzią.

(...) W naszym poszukiwaniu zapomnianych pytań, metoda i duch filozoficznego dociekania mają większe znaczenie niż teologia, która jest zasadniczo opisowa, normatywna i historyczna. (...) Filozofia jest, w pewnym sensie, rodzajem myślenia, który posiada początek, ale nie ma końca. W niej to właśnie świadomość problemu przetrwa wszystkie rozwiązania. Jej odpowiedzi są zamaskowanymi pytaniami, a każda nowa odpowiedź rodzi nowe pytania. Z drugiej strony, w religii nad wszystkimi pytaniami unosi się tajemnica odpowiedzi.

(...) Fundamentaliści twierdzą, iż na wszystkie pytania ostateczne udzielono już odpowiedzi. Z kolei pozytywizm logiczny zakłada, że wszystkie kwestie ostateczne są bez znaczenia. Ci z nas, którzy nie podzielają ani zarozumiałej postawy pierwszych, ani niefrasobliwości drugich, i odrzucają zarówno bałamutne odpowiedzi jak i fałszywe wykręty, wiedzą, iż kwestia fundamentalna spoczywa w naszej egzystencji, której znaczenie przekracza wszystkie rozstrzygające sformułowania."

Abraham Joshua Heschel "Bóg szukający człowieka"

środa, 6 sierpnia 2008

Feminizm wcieleniem marksizmu?

"Każdy, kto zna środowisko akademickie, wie, że od czasu do czasu wyłaniają się z niego sekty ideologiczne, podatne na dogmatyzm i odpor­ne na wszelką krytykę. Wiele kobiet uważa, że właśnie taki los spotkał ostatnio feminizm. W książce 'Who Stole Feminism' filozof Christina Hoff Sommers przedstawia użyteczne rozróżnienie między dwiema szkołami myśli feministycznej. 'Feminizm równościowy' sprzeciwia się dyskryminacji na podstawie płci oraz innym formom niesprawiedliwego traktowania kobiet. Mieści się on w nurcie klasycznego liberalizmu i tradycji humanistycznej, które wyrosły z myśli oświecenia. To ten rodzaj myśli feministycznej pociągnął za sobą pierwszą falę feminizmu i przyczynił się do nadejścia drugiej. 'Feminizm płci' głosi natomiast, że kobiety są nadal niewolnicami powszechnego systemu męskiej dominacji, systemu płci społeczno-kulturowej, w którym 'biseksualne noworodki są przekształcane w osobowości płci męskiej lub żeńskiej, przy czym przeznaczeniem tych pierwszych jest panowanie, a drugich - posłuszeństwo'. Ten kierunek myśli feministycznej pozostaje w sprzeczności z tradycją klasycznego liberalizmu. Jest on bliski marksizmowi, postmodernizmowi, konstrukcjonizmowi społecznemu i nauce radykalnej. Stał się on swoistym credo niektórych programów studiów kobiecych, organizacji feministycznych oraz orędowniczek ruchu kobiecego.
Feminizm równościowy jest doktryną moralną nawołującą do równego traktowania wszystkich ludzi, która nie próbuje jednak rozstrzygać kwestii empirycznych z dziedziny psychologii czy biologii. Feminizm płci jest doktryną empiryczną, która opowiada się za trzema twierdzeniami na temat natury ludzkiej. Po pierwsze, różnice między mężczyznami a kobietami nie mają nic wspólnego z biologią, lecz są wyłącznie konstruktem społecznym. Po drugie, ludzie kierują się tylko jednym moty­wem - dążeniem do posiadania władzy - a życie społeczne można wyja­śniać wyłącznie w kategoriach sposobów sprawowania władzy. Po trzecie, podstawą ludzkich interakcji nie są motywy ludzi kontaktujących się ze sobą na poziomie jednostkowym, lecz motywy grup w kontakcie z innymi grupami - w tym wypadku płci męskiej dominującej nad płcią żeńską.
Głosząc te doktryny, zwolenniczki tego kierunku myśli feministycznej wydają się przykuwać feminizm do szyn kolejowych, po których właśnie nadjeżdża pociąg. Jak się przekonamy, neurobiolodzy, genetycy, psychologowie i etnografowie dowodzą istnienia różnic międzypłciowych, których źródła niemal na pewno tkwią w biologii człowieka. Psychologowie ewolucyjni ujawniają natomiast całą sieć motywów innych niż dominacja jednej grupy nad drugą (takich jak miłość, seks, rodzina czy piękno), któ­re wikłają nas w liczne sojusze i konflikty interesów z członkami tej samej płci oraz płci przeciwnej. Feministki płci chcą albo wykoleić ów pociąg, albo nakłonić inne kobiety, żeby wraz z nimi dokonały aktu męczeństwa, ale inne kobiety ani myślą się do nich przyłączyć. Mimo że tak bardzo rzucają się w oczy, feministki płci nie przemawiają w imieniu wszystkich feministek, nie mówiąc już o wszystkich kobietach. "

Fragment z książki "Tabula rasa" Stevena Pinkera

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Krótko o równości, sprawiedliwości i raju na Ziemi

Wiele atramentu wylano na próby unaocznienia błędów w postrzeganiu rzeczywistości przez ludzi o poglądach lewicowych. Jednakże wielu apologetom prawicy czy liberalizmu umyka sprawa fundamentalna. Otóż dla socjalistów nie ma sprzeczności między równością a sprawiedliwością. Dychotomia logiczna między tymi pojęciami jest oczywista, gdyż sprawiedliwość dokonuje często rozróżnienia miedzy tymi, którzy na coś zasługują lub są czegoś warci a tym, którym się to nie należy – jest więc ona sprzeczna z równością.

Dla socjalisty natomiast równość tożsama jest ze sprawiedliwością. Tak więc docelowym systemem społecznym jest społeczeństwo "równych". Z oczywistych względów (ludzka natura) takie społeczeństwo istnieć nie może. Oznacza bowiem one całkowite zniszczenie i ciągłe niszczenie różnorodności a przez to potencjalnie może oznaczać zatrzymanie rozwoju cywilizacji a w dalszej perspektywie zagrozić istnieniu gatunku ludzkiego - gatunek zbyt homogeniczny jest mało odporny na nagłe zmiany środowiska. Kolejnym powodem dla, którego ład społeczny oparty na równości prowadzi do upadku jest rozleniwienie społeczeństwa - skoro wszystkim się należy to samo i po tyle samo to po co się starać, pracować nad sobą, ulepszać otoczenie? Po co sie starać skoro i tak jeśli będę zarabiać więcej od innych to przyjdzie fiskus pracujący dla lewackiego państwa i dokona "redystrybucji dóbr"? Państwo socjalne (opiekuńcze), którego naczelnym celem jest uszczęśliwiać ludzi poprzez równość dokonuje erozji etosu pracy. Dokonuje paradoksalnie polaryzacji społeczeństwa. Jedni czują sie pokrzywdzeni, gdyż odebrano im owoce ich pracy - inni zaś rozpasani państwowym rozdawnictwem uważaj, iż nie uczyniono im za dość, że nadal im sie należy i już!. Nieodpartym więc jest przyznać, iż w ramach takiego porządku "tylko ten jest szacunku wart kogo wszy jedzą". Równość i sprawiedliwość pogodzić się da o tyle, o ile pierwsza może być (aczkolwiek rzadko) narzędziem drugiej.

A teraz trochę o "raju na ziemi", który nam obiecuje lewica. Jak ten "raj" wygląda? Ogólnie rzecz biorąc to świat bez walki, konkurencji, to ład społeczny, w ramach którego cele jednostek i ogółu są tożsame. Jest to kolejna mżonka, gdyż nie bierze ona pod uwagę ontologicznego statusu człowieka jako jednostki. Jako byt ograniczony czasowo i przestrzennie każdy z nas widzi świat odmiennie, a więc potencjalnie będzie mieć cele odmienne od celów pozostałych ludzi nawet na bardzo subtelnym poziomie mimo "zrównania" wszystkich społecznych i biologicznych warunków życia. Ta sama zasada dotyczy społeczeństwa klonów. Dlatego uważam, iż ustój socjalistyczny nie jest ustrojem dobrym ani w dzisiejszych ani w żadnych przyszłych warunkach - chyba, że ludzie przestaną być....ludźmi.

Standardową kontrą na krytykę opartą o logikę formalną jest bełkotanie o "nowej logice dialektycznej"....no cóż niektórzy nie potrafią wyjść poza ramy heglowskiego bajdurzenia....


* * * *

Faust:
Najpierw o piekło chciałbym cię wypytać
Gdzież jest to miejsce zwane tak przez ludzi?
Meph.:
Pod niebiosami.
Faust:
Tak, lecz gdzie, dokładnie?
Meph.:
We wnętrzu tych żywiołów, gdzie musimy
Męczyć się i pozostać już na zawsze;
Bo piekło nie ma granic, nie jest także
Ograniczone do jednego miejsca;
Bo tam, gdzie my jesteśmy, tam jest piekło,
A gdzie jest piekło, tam my być musimy.
I by z tym skończyć, gdy świat się rozpadnie,
A wszystko już zostanie oczyszczone
Wszędzie tam będzie piekło, gdzie nie będzie niebiosów.
Faust:
Myślę, że piekło to bajka.
Meph.:
Więc dobrze, myśl tak, póki doświadczenie
Nie sprawi, że odmienisz swoje zdanie

Christopher Marlowe, Tragiczna Historia Doktora Fausta

niedziela, 3 sierpnia 2008

Rasizm na talerzu

Polityczna poprawność wtłaczana społeczeństwom przez grupkę lewackich ideologów, nabiera coraz więcej cech ponurej groteski. Oto w Wielkiej Brytanii, sponsorowana przez rząd agencja - Narodowe Biuro ds Dzieci (National Childern's Bureau - NCB), wydała wskazówki dla nauczycieli i opiekunów przedszkolnych oraz opiekujących się dziećmi w żłobkach, aby zwrócili uwagę na zachowanie się dzieci podczas zabaw oraz podczas smakowania i jedzenia nieznanych im potraw. Według instrukcji, postawa dzieci, którym nie smakują np. pakistańskie przyprawione potrawy, zaliczane są do "incydentów rasistowskich".

366-stronicowa instrukcja Young Children and Racial Justice ("Dzieci i rasowa sprawiedliwość") opracowana przez biuro NCB - dotowane sumą 12 milionów funtów rocznie - zwraca uwagę na potencjalnie rasistowskie nastawienie wśród niemowląt i dzieci. Zaleca opiekunom zwracanie szczególnej uwagi i nie ignorowanie przypadków uprzedzeń, gdyż dzieci powinny "zdawać sobie sprawę z innego życia innych ludzi".

Tak więc takie dziecięce i naturalne rozróżnianie rasy czy narodowości, przejawiające się niewinnymi określeniami, jak "blackie" (czarni), "Pakis" (Pakistańczyczy), czy nawet "ci ludzie" ("those people"), są według instrukcji postawą rasistowską. Również zwrócenie przez dzieci uwagi na naturalnie inną woń wydzielaną przez skórę ludzi innej rasy i stwierdzenie, że "oni pachną" [lub śmierdzą - w angielskim trudno o rozróżnienie w nieprecyzyjnym "they smell"], kwalifikuje postawę jako rasistowską. Instrukcja uczula opiekunów, że dzieci mogą "reagować negatywnie na kulinarne tradycje inne niż ich własne, poprzez powiedzenie: 'Yuck'" [najbliższe polski odpowiednik: fuj!, niedobre!]. Instrukcja ostrzega też, że "rasistowskie incydenty wśród dzieci we wczesnych etapach życia, ukazują się poprzez przezywanie, bezmyślne komentarze oraz zawiązywane związki grupowe". Zatem wyrażenie niechęci dzieci do hinduskich, meksykańskich czy afrykańskich potraw, czy też zwykła zawiązująca się przyjaźń wśród dzieci ("związki grupowe"), kwalifikowane są przez błazeńskich pseudo-psychologów jako nastawienie rasistowskie.

Jednocześnie opiekunowie są surowo ostrzegani: "Żaden incydent rasistowski nie może być ignorowany. Kiedy mamy do czynienia z czystym rasistowskim incydentem, konieczne jest przedsięwzięcie konkretnej postawy w zganieniu tego działania". Opiekunowie są zobowiazani do zgłaszania lokalnym władzom "wszystkich możliwych" przypadków postaw i zachowań rasistowskich. W duchu bolszewickim, instrukcja uspokaja jednocześnie, że "Niektórzy ludzie myślą, iż duża ilość zgłaszanych rasistowskich incydentów wpłynie negatywnie na opinię instytucji. W rzeczywistości - jest wręcz przeciwnie."

Za: konserwatyzm.pl

Marek Kunc - "Demokraci"

Zanim jeszcze blady świt
Ciemność nocy zmieni w mit,
Suną śpiesznie do swych ław
Ważyć krocie trudnych spraw.
Odpędzając resztki snu,
Trzeźwo patrzą w oczy złu,
Co bezczelnie krzywy pysk
Szczerzy na nich. Co tam zysk,
Niczym nawet wolny czas.
Tu o szczęście idzie mas,
Sprawiedliwość, lepszy los.
Po to im oddano głos!!!
Las ich rąk, jak cepów sto
W pył roznosi wszelkie zło.
Oniemiały patrzy świat
Na etosu światły kwiat.
Mogą noce zmienić w dnie;
Kto jest za, kto wstrzymał się?
Lub zawracać biegi rzek;
Większość wszystkim, niczym człek!!!
Wszelkie moce wrażych sił
Zwykłe kworum zmienia w pył.
Tyle przeszkód, tyle trosk
Urabiają niczym wosk.
Choć wciąż gęsty ramion las,
Już im czoła bruździ czas.
A tu jeszcze zadań stos,
Każdy chciałby zabrać głos.
Lecz czy zdążą w trudzie swym
Szansy równość wcielić w czyn?
Patrzy na nich dobry Bóg,
Chciałby pomóc, gdyby mógł.
Lecz ma tylko ręce dwie –
- Tak głosować nie da się...

"Na Unię" - wierszyk

Siedzą w pociągu ważni Unici,
Grubi, nadęci, lekko podpici,
Wiozą do Polski ustaw czterdzieści,
Każda w wagonie ledwo się mieści,
Pierwsza zawiera setki koncesji,
Pewną przyczynę rychłej recesji,
Druga przynosi drogą benzynę,
Kolejną naszych nieszczęść przyczynę,
Trzecia wprowadza nowe podatki,
Podnosi VAT-y, akcyzy, składki,
By ' ludzie pracy' pieniądze mieli,
W kieszeniach swoich przedstawicieli,
Czwarta rozwala polskie mleczarnie,
Wszak smrodu i brudu to wylęgarnie,
Piąta morderców od kary zwalnia,
W więzieniach będzie miła sypialnia,
Szósta pomnoży nam urzędników,
W siódmej są wzory nowych pomników,
W ósmej feminizm i parytety,
Wybierz cymbałów- byle kobiety,
W dziewiątej instrukcja indoktrynacji,
Za hojną kasę z Eurodotacji,
Aktorzy, panienki i dziennikarze,
Wyklepią wszystko, co im się każe,
Zaś szkolnej dziatwie,
Przyniesie chlubę,
Udział w błękitnym EuroMerkeljugent,
Miłość do Unii w wierszu, w piosence,
Wszystko co robisz, nawet w łazience-
Robisz dla Unii, pamiętaj o tym,
Inaczej szybko wpadniesz w kłopoty,
Nie skończysz studiów,
Wylecisz z pracy,
Eurogestapo zrobi cię ' cacy',
A o kolejnych czytać się nie chce,
Można z pociągu wyskoczyć jeszcze

W Poroninie na jedlinie wiszą gatki po Leninie. Kto chce w Unii awansować, musi gatki pocałować. Wiszą tam wiek już cały i jeszcze dotąd nie wywietrzały..... :P