O blogu

Salve! Silva Rerum to blog poświęcony zagadnieniom: kultury Europy - dziedziczce wspaniałego Imperium Rzymskiego, krytyce poprawności politycznej, iSSlamu, postmodernizmu, doktrynerstwa w każdej postaci, tudzież lewactwa i rożnej maści innego robactwa....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filozofia. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 grudnia 2012

Rydwan Śiwy i Nowe Termopile

Czymże jest szczęście? Na pewno nie brakiem cierpienia. Bo jaka to radość stać w życiu, trzymając się tej nijakiej szalupy, której bandera: Zobojętnienie! W bezruchu tkwić prawie; za daleko kroku się bać uczynić lub wystrzegać się, by nic, co rzeka życia z sobą niesie, nie wstrząsnęło naszym spokojem? Czy opłacić brak zgryzot całą oddając radość – wszakże pod niebiosami los zastaw zawsze bierze za swe dary. A więc Spokój, co śmiercią samowygaśnięcia. Być jako pustka, dać ile dano, buchalterią szkód i zysków życie uczynić i rozwagą drogę tę nazywać!? Ktoś rzec może, że na świat ułomni przychodzimy, skoro więc z niczym przychodzimy, z niczym też odchodzimy. Bytem co niebytu podobnym się stać? Przedwczesnym Bytu losu pomnikiem być, losu co jest Jego niechybną porażką. Czymże wszelka wielkość i małość tych co przed nami? Cóż, rodzili się, żyli, cierpieli, umierali jak i Wszechświat umrze skuty lodem, w ciemnościach Ragnaroku. Got is tot. 

Może więc szczęściem zwać taniec dionizyjski i dogadzanie sobie - w końcu i to obmierznie, bądź z braku umiarkowania ku cierpieniu zaprowadzi, bezsens swój odkrywając: paradoks w tym jest ukryty. Całkowicie upojony nikt w dalekie podróże nie rusza. Czegoż szukać jeśli Szczęście Prawdziwe jest tu i teraz? Po co czynić cokolwiek skoro człek syty, nowe krainy tę samą przyjemność dadzą jak ta. Śmiechem zbyć tylko takie mniemania. Nim się obejrzysz los cię wespół z „nie-cierpiącym” na jednej szalupie ustawi. W miejscu stać będziecie i udawać, że oceanu nie ma, albo że spokojny, gdy tymczasem szaleć bałwany będą wokół was, gotowe pochłonąć łupinę co martwą waszą egzystencje podtrzymuje. 

Może szczęście to życie w zgodzie z wartościami, jakie się wyznaje i śmierć podług ich rozporządzeń? Jakie Przykazania wykuć więc na własnych tablicach, pośród tych roztrzaskanych, czy nowe złożyć da się ze starych, wytartych, i zmurszałych? Czyż nieraz Nowe Prawa upadku wcześniejszego były zgniłym owocem, nim stele złotem ich glifów pokryte pod piaskami utonęły? Czy człowieczeństwa przeznaczeniem, starszego niźli człowiek lub dopiero mającego się w nim wcielić , to koło zamknięte; Uroboros co sam ogon swój pożera by w końcu odrodzić się? Czy cykl ten zamknięty między barbarzyństwem a Cywilizacją biegnie? Jak jedne od drugie w ten czas odróżnić? Niebosiężne iglice ważyć można na szali z ludzką prostą dobrocią? Ale wy, wy cnotliwy, bogaci lub ubodzy duchem, wiedzcie, że pychą za waszą cnotę odpłaty oczekiwać. Wy Nieba za Ziemię chcecie! Cnota własną swoją jest nagrodą, celem i sensem. 

A może jednak los Człowieka nie jest jak okręg na równinie pyłem pokrytej narysowany, w który Wszechświat się obrócić musi? Może kołem, przez Prawa Natury, do Rydwanu Postępu, przysposobionym? Pilna praca nas więc czeka! Nowy Rydwan co Uroburosa stratuje budujmy, formujmy Falangę, by zgnieść chordy sług jego! Nowe Termopile majaczą w oddali, lecz z tarczą nam trzeba powrócić by z powozu drew strzały wyciosać; skruszyć koła niewolniczej karmy, na groty tych bełtów przetopić, co nad mostem między zwierzęciem a Doskonałością rozpiętym przelecą; by człowiek w samozniesieniu swojej natury tylko narzędzie doskonalenia miał. Dzieła tego nie sposób wykonać w mroźnym uścisku Nirwany będąc, ni chuci żarze. Człowiek dostąpić pełnego szczęścia może tylko w nadziei nowych krain, co niewiedzy skrywa mgła, wciąż będąc w drodze. A więc największą cnotą jest ta darząca, co pokrzepieniem i laską dla naszych współbraci jest w tej ziemskiej podróży i pleśń z oczu ich zdziera a na światło wiedzie. Bądźmy więc głębocy jak studnia, jak ona na dary otwarci aby tym mocniej obdarowywać. Lecz nie czas, ni sens być dla przyjaciół jako ciepłe posłanie, prędzej jako łoże polowe, aby od wysiłku podróży nieodwykli. Większą to będzie dla nich przysługą! Wszakże pilna czeka nas walka z samych z sobą i Światem. Dla zwycięstwa Nowe Prawo spisać trzeba i Nowe Przymierze zawiązać by roztropnie podążać ponad przepaścią, której imiona są trojakie: Pierwszy Człowiek, Ostatni Człowiek i Nadczłowiek.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

"Gnostycyzm" w praktyce

Bardzo krzepiąco działa na człowieka gdy wie, iż nie jest osamotniony w poglądach. Dziś takiego wsparcia doświadczyłem czytając artykuł p. Gwiazdowskiego pt.: "Gnostycyzm ekonomiczny", w którym na konkretnym przykładzie myślenia elit ekonomicznych pokazano ich związek z gnostyczną wizją świata. Przejawia się ona m.in. w kreowaniu aury boskości otaczającej różnej maści specjalistów i ekspertów, którzy w poczuciu nieomylności oderwali się od rzeczywistych problemów gospodarowania twierdząc, iż wielki sukces ekonomiczny można zbudować na manipulacjach cyframi, słupkami i "odpowiednim księgowaniem". Konsekwencją takiego sposobu myślenia jest obecny kryzys, który wzmocnić może pozycję kolejnej "ekonomicznej sekty" keynsistów.

wtorek, 25 listopada 2008

"Wąż mnie zwiódł i zjadłam [owoc]" czyli o związku współczesnej filozofii polityki z gnostyczną wizją świata.

Ostatnio buszując w dziale filozoficznym Wikipedii znalazłem bardzo ciekawy artykuł o Erichu Voegelinie. Zaintrygowała mnie w jego pracach, iż jako jeden z niewielu, bądź chyba jedyny, explicite formułuje to co dla mnie było jasne od dłuższego czasu. Mianowicie dowodzi on, iż wojujący scjentystyczny modernizm oraz ideologie totalitarne jak komunizm czy nazizm są emanacjami gnostycznego sposobu postrzegania rzeczywistości. Opierają się bowiem na właściwej gnostycyzmowi „immanentyzacji” chrześcijańskiej eschatologii, którego filarem jest doktryna samozbawienia ludzkości jako pewnego procesu dokonującego się w sferze świata materialnego – doczesnego. Można więc powiedzieć, iż doktryny gnostyckie wyróżniają się wśród innych tym, iż proponują recepty budowy „raju na Ziemi”. Voegelin przekonuje, iż ten pierwotnie religijny mit został „przełożony” na język współczesnej historiozofii. W wyniku tego wszelka ludzka polityczna i społeczna aktywność wpisana została w kosmiczną walkę dobra i zła, stanowiącą sens dziejów oraz niosącą obietnicę wyzwolenia z ziemskiego zła w ramach królestwa nieograniczonej wolności, równości i braterstwa. Sprowadzenie człowieka do zoon politikon, całkowicie uwikłanego w ten wszechogarniający konflikt, otworzyło drogę do kontekstowej interpretacji ludzkich zachowań, prób opisu mechanizmów kierujących procesem dziejowym oraz podniesienia kwestii fałszywej świadomości, warunków wyzwolenia i jego charakteru.
Jeżeli przyjąć za zasadne twierdzenie o związku części współczesnej filozofii polityki z myśleniem gnostycznym to warto zapytać czy przydatnym w analizie dzisiejszego dyskursu polityczno-filozoficznego byłyby dzieła antyczne i średniowieczne odnoszące się do sporu manicheizmu z chrześcijaństwem. Dziełami takimi mogą być chociażby „Przeciw manichejczykom” lub „O dwóch duszach” św. Augustyna. Warto tu wspomnieć, iż Augustyn nim przeszedł na chrześcijaństwo był przywódcą jednej z grup należących do tej sekty.

Główne założenia manicheizmu.

Przede wszystkim Zło ma charakter równorzędny i autonomiczny w stosunku do Dobra. Zło nie zostało stworzone przez Boga. Kosmos zaś jest teatrem zmagań dwóch Bogów: Dobra i Zła. Żaden z tej pary nie jest podrzędny jeden względem drugiego i nie został stworzony przez drugiego. Dualizm ten ma więc charakter ponadczasowy, wieczny. Nasz świat doczesny stworzony został jako konsekwencja owego uniwersalnego konfliktu z połączenia pierwiastka duchowego, pochodzącego od Boga Dobra, oraz pierwiastka materialnego będącego dziełem Złego Boga. Co więcej owo Zło jest tym, co determinuje działania człowieka w świecie bez jego zgody czy wiedzy. Jest ono tym co sprawia, iż jest on pozbawiony wolnej woli: wszelkie jego wybory, zachowania i przekonania określane są przez zewnętrzne, przynależące do materii siły, których nie rozumie, nie potrafi kontrolować a nawet nie podejrzewa ich istnienia. Tak więc przed dostąpieniem oświecenia – gnozy człowiek nie jest odpowiedzialny za swe czyny (niezależnie od tego czy wydają się one mu być dobre czy złe). Jest on środkiem w walce zła przeciw dobru. „Grzech” jest więc czynem złym, który z subiektywnego punktu widzenia mógłby jawić się jako autonomiczny i intencjonalny, z obiektywnego natomiast, a więc ujmującego człowieka jako element komicznej walki, byłby czynem heteronomicznym i nieintencjonalnym. W tym jednak znaczeniu, iż sama intencja byłaby skutkiem zniewolenia człowieka przez pewne zewnętrzne siły. Stanem naturalnym człowieka jest więc stan „fałszywej świadomości”,
sprzecznego z jego interesem, którym jest wyjście z sytuacji ubezwłasnowolnienia i cierpienia. Realizując „fałszywe pragnienia” jednostka wzmacnia bezwiednie zło a więc pogłębia zniewolenie innych. Jednakże fakt dokonywania tego pod przymusem zwalnia ją, w pewien sposób, z odpowiedzialności. Reasumując więc, według manichejczyków, człowiek nie posiadający owej gnosis jest zniewolony na pod względem działania i poznania. Jednakże wiedza odnośnie uniwersalnego konfliktu Dobra i Zła, miejsca w nim człowieka oraz konsekwencji etycznych tudzież epistemologicznych z niej płynących pozwoli człowiekowi „pojednać się z Bogiem” i przestać grzeszyć. Tu kwestia ta staje się problematyczna, gdyż nasza wiedza empiryczna jest zafałszowana przez siły Zła, tak więc dojście do Prawdy nie można opisać w sposób racjonalny – musi on mieć charakter jakościowego skoku, iluminacji. Można więc powiedzieć, iż manicheizm w samowiedzy, która przekracza naturalny porządek a jednocześnie jest potencjalnie człowiekowi dostępna, widzi coś na kształt pierwszego kroku ku samo zbawieniu.

Krytyka ze strony św. Augustyna

Zdaniem Augustyna przyjęcie tezy o powszechnym zniewoleniu jednostki w płaszczyźnie zarówno działania jak i poznania czyni pojęcia grzechu lub winy pozbawionymi jakiegokolwiek sensu. Także czyn dobry, cnotliwy, szlachetny traci jakąkolwiek moralną wartość gdyż jest popełniany de facto nieświadomie i pod zewnętrznym przymusem. Filozof dochodzi do wniosku, iż zbawienie od grzechu i zła też jest w tej sytuacji niepotrzebne, gdyż ludzie nie są winni swoim występkom. (Idąc dalej można rzecz, iż jedynym czego człowiek powinien szukać to uwolnienie się od cierpienia – jakimikolwiek metodami nawet jeśli przyczynia to nieszczęść innym, gdyż i tak sytuacja zniewolenia go usprawiedliwia na poziomie działania oraz poznania) Augustyn występuje też przeciwko wizji zła jako bytu niezależnego. Rzeczy nie są złe ze swej natury – stają się dopiero takie w kontekście ludzkiego działania i okoliczności. Zło więc jest brakiem zgodności między zastanym porządkiem a naturalnym, boskim ładem. Zło nie jest bytem zewnętrznym w stosunku do człowieka. Słusznym wydaje się więc uznać, iż pojęcie Zła można wprowadzić jedynie wtedy gdy istniej wolna wola mająca charakter właściwej każdemu człowiekowi – choćby na bardzo podstawowym poziomie – wiedzy o własnych intencjach, potrzebach i celach. Inaczej trudno byłoby zgodzić się z teza o istnieniu ludzkiej samoświadomości. Stanowisko to jest więc w całej swej rozciągłości antytezą gnostycznego sposobu myślenia o ludzkiej kondycji.

Konsekwencje dla filozofii polityki

W obszarze filozofii polityki doktryny „gnostyckie” charakteryzują się tym, iż przyjmują pewien zbiór aksjomatów wyznaczających w sposób całościowy i ostateczny sens a także przyczyny wszystkich możliwych konfliktów oraz procesów społecznych w dziejach ludzkości. Co więcej traktują tę „wiedzę” jako warunek konieczny i wystarczający do rozwiązania wszelkich możliwych waśni społecznych, politycznych czy ekonomicznych. Niezrozumienie wiec owej „logiki dziejów” jest więc przyczyną „zła społecznego”. Taki sposób budowy korpusu ideologicznego sprawia, iż jest on trudno falsyfikowalny (jeśli w ogóle) zarówno za pomocą argumentów teoretycznych (doświadczenie myślowe - Gedankenexperiment) czy też empirycznych, gdyż z założenia jest on całościową, kompletną i zamknięta refleksją nad „procesem historycznym”. Tak, więc każdy krytyk doktryny może być więc uznany za posiadającego „fałszywą świadomość” a „świadomość prawdziwą” posiadają tylko ci, którzy tak o sobie mówią i uznają aksjomaty „teorii”.
Wiele spośród „gnostyckich” ideologii aspiruje to miana teorii naukowych. Jeśli tak to oceny ich tez można dokonać za pomocą logiki. Jednak z twierdzenia Goedla wynika, iż wszystkie teorie oparte o systemy formalne zbudowane na liczbach naturalnych, jak logika, nie mogą być jednocześnie zupełne i niesprzeczne wewnętrznie. Tak więc jeżeli „gnostycka” historiozofia ma być dziedziną naukową nie może być refleksją całościową (zupełną), nie może być teorią zamkniętą. Ponieważ nie gwarantuje ona – z racji naukowości – kompletnej wiedzy o świecie, nie może być więc pewną podstawą do reform społecznych, ekonomicznych czy też politycznych – nie zbudujemy z jej pomocą „raju na Ziemi”. Kolejne niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą „gnostyczny” sposób postrzegania rzeczywistości, stanowi instrumentalizacja jednostki jako narzędzia lub ewentualnie koniecznej ofiary postępu. Ponieważ celem ostatecznym jest społeczeństwo idealne, bez walk, konfliktów itp. zasadnym wydawać się może poświęcenie pewnych jednostek (lub większej ich liczby) dla „dobra” ogółu i przyszłych pokoleń. Nienaukowość ideologii „gnostyckich” każe jednak zadać pytanie: czy „dobro” jest rzeczywiście dobrem i czy czynione jest w interesie ogółu? Jako typowe przykłady „gnostyckich” ideologii można wymienić komunizm (uznający za opokę dziejów konflikt ekonomiczny między posiadającymi środki produkcji i ziemie a klasą wywłaszczonych), nazizm (osią dziejów jest konflikt rasy aryjskiej z podludźmi) oraz wojujący scjentystyczny ateizm ( przyczyna zła jest irracjonalna religia i zawierzenie wszelkim formom tradycji, wybawieniem jest metoda naukowa – jednakże jej słuszność jest de facto metafizycznym założeniem).
Jak już wcześniej wspomniałem, każdy system zupełny oparty na logice jest wewnętrznie sprzeczny. W przypadku w/w ideologii przejawia się to w ich dezawuacji jako złych i zdemoralizowanych jednostek czy grup społecznych wyrażających swój sprzeciw względem nich lub reform przez nich proponowanych. Analogicznie do krytyki manicheizmu przeprowadzonej przez Augustyna, można podnieść taki oto argument przeciw wspomnianej tezie etycznej: skoro ludzkie postępowanie jest zniewolone przez siły procesów społecznych lub zdeterminowane biologicznie to człowiek nie może odpowiadać za swoje czyny i „fałszywe pragnienia” a wiec nie może być zły –pozbawiony jest bowiem w takiej sytuacji wolnej woli. Skoro więc zło immanentne nie istnieje tak więc nie potrzeba nam żadnej formy zbawienia „tu i teraz”. To czego powinniśmy szukać to hedonistyczne zaspokojenie i unikanie cierpienia za wszelką cenę. Stąd już krok do nihilizmu.

wtorek, 16 września 2008

Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą? Katechizm. (Leszek Kołakowski)

Motto: "Proszę się cofnąć do przodu!" (słyszałem takie wezwanie konduktora w tramwaju warszawskim; proponuję je jako główne hasło dla wielkiej i potężnej Międzynarodówki, która nigdy nie będzie istniała)

Myślimy na sposób konserwatywny, sądząc:

1. Że nigdy nie było i nie będzie takich ulepszeń i usprawnień życia ludzkiego, które nie musiałyby być opłacane pogorszeniem pod innymi względami, i że z tej racji przy wszystkich projektach reform obowiązani jesteśmy zadawać sobie pytanie o ich cenę. Można to wyrazić inaczej: istnieją niezliczone zła, które się dają pogodzić, które więc w pełnych rozmiarach możemy jednocześnie cierpieć, a istnieją liczne dobra, które się wzajem wykluczają lub ograniczają, z których zatem nigdy nie możemy jednocześnie w pełni korzystać; społeczeństwo, gdzie nie ma żadnej wolności i żadnej równości, jest najzupełniej możliwe, nie jest natomiast możliwe społeczeństwo, gdzie jest pełna wolność i pełna równość zarazem. To samo odnosi się do zgodności między planowaniem i zasadą autonomii, między bezpieczeństwem i postępem technicznym. Mówiąc jeszcze inaczej: nie istnieje happy ending historii ludzkiej.

2. Że nie wiemy, w jakich rozmiarach rozmaite, z tradycji odziedziczone formy życia - rodzina, naród, społeczności religijne, rytuały - są ważne i są nieodzowne dla trwania i dla jakości trwania społeczeństw. Nie ma żadnych racji do mniemania, że niszcząc te formy lub piętnując je jako irracjonalne, mnożymy szanse zadowolenia z życia, pokoju, bezpieczeństwa i wolności; są natomiast liczne racje, by oczekiwać czegoś przeciwnego. Nie wiemy, co by się stało na przykład, gdyby zniesiona została rodzina monogamiczna lub gdyby tradycyjny obrzęd grzebania zmarłych zastąpiony został racjonalną eksploatacją trupów dla celów przemysłowych. W rzeczy samej, możemy racjonalnie spodziewać się jak najgorszych skutków.

3. Że oświeceniowy przesąd, wedle którego zawiść, żądza wyróżnienia, chciwość, agresywność, są tylko wynikiem wadliwych instytucji społecznych i zostaną razem ze zmianą tych instytucji zniesione, jest nie tylko w najwyższym stopniu niewiarygodny i sprzeczny z doświadczeniem (i jakże to, u diabła, powstały te wszystkie instytucje, skoro się tak sprzeciwiają autentycznej naturze ludzkiej?), ale zgubny w myśleniu społecznym. Spodziewać się, że można zinstytucjonalizować braterstwo, miłość i bezinteresowność, to tyle, co mieć już niezawodną receptę na despotyzm.

Myślimy na sposób liberalny, sądząc:

1. Że dawna zasada, wedle której zadaniem państwa jest troszczyć się o bezpieczeństwo, pozostaje w mocy. Pozostaje w mocy również wtedy, gdy pojęcie bezpieczeństwa rozszerza się tak, iż obejmuje ono nie tylko prawną ochronę osób i własności, ale także różne zabezpieczenia społeczne; że ludzie nie muszą głodować z powodu braku pracy albo z braku pieniędzy umierać na łatwo uleczalne choroby, że mają bezpłatne szkoły dla dzieci - wszystko to objęte jest pojęciem bezpieczeństwa. Żadną miarą jednak nie wolno mylić bezpieczeństwa z wolnością. Państwo zapewnia wolność nie przez to, że coś robi i coś reguluje, ale przez to, że nie robi nic i pozostawia różne dziedziny życia bez regulacji. W rzeczywistości bezpieczeństwo bywa pomnażane tylko kosztem wolności. Nie jest także bynajmniej zadaniem państwa czynić ludzi szczęśliwymi.

2. Że zbiorowości ludzkie zagrożone są nie tylko stagnacją, ale degradacją i w końcu śmiercią, jeśli są tak zorganizowane, że inicjatywa i wynalazczość jednostek nie ma już pola rozwoju. Można sobie wyobrazić samobójstwo ludzkości, nie można jednak - ludzkiego społeczeństwa mrówek, a to po prostu dlatego, iż nie jesteśmy mrówkami.

3. Że w najwyższym stopniu nieprawdopodobne jest przypuszczenie, iż w społeczeństwie, gdzie zniesione zostały wszystkie formy konkurencji, nadal działają konieczne bodźce dla twórczości i postępu. Wzrost równości nie jest celem samym w sobie, lecz tylko środkiem: innymi słowy, nie opłaca się w ogóle dążyć do zwiększonej równości, jeśli wynikiem miałoby być tylko ściągnięcie na dół tych, co lepiej się mają, nie zaś poprawa losu upośledzonych. Doskonała równość jest zaś sprzecznym wewnętrznie ideałem.

Myślimy na sposób socjalistyczny, sądząc:

1. Że, gdyby dążenie do zysku było jedynym regulatorem produkcji, dzisiejsze społeczeństwa byłyby zagrożone nie mniejszymi, a może większymi, chociaż innymi, katastrofami niż w wypadku, gdyby zysk był całkowicie wyeliminowany z czynników regulujących. Są dobre powody, by ograniczać wolność działań ekonomicznych w imię bezpieczeństwa większości i dążyć do tego, by pieniądz nie obrastał w pieniądz automatycznie; ograniczenie wolności powinno się jednak nazywać ograniczeniem wolności, nie zaś szczególną formą wolności.

2. Że jest obłudą i zamachem na zdrowy rozsądek wnioskować z niemożliwości doskonałego i bezkonfliktowego społeczeństwa, iż każda istniejąca forma nierówności jest nieuchronna i każda forma zysku usprawiedliwiona. Historiozoficzny pesymizm, z którego na mocy osobliwego rozumowania wynika, iż progresywny podatek jest hańbą i skandalem, jest równie podejrzany jak historiozoficzny optymizm, na którym zbudowany został archipelag Gułag.

3. Że należy sprzyjać dążeniu do społecznego nadzoru nad gospodarką, chociaż oznacza to nieuchronnie wzrost biurokracji; nadzór ten jednak nie będzie nigdy istniał bez demokracji przedstawicielskiej, stąd nieuchronnie myśleć trzeba, jak przeciwdziałać zagrożeniom wolności zawartym we wzroście tego nadzoru.

***

Wydaje się, że ten zbiór regulatywnych idei nie zawiera sprzeczności. W takim razie możliwą jest rzeczą być konserwatywno-liberalnym socjalistą, albo też - co na jedno wychodzi - te trzy słowa nie stanowią już zdolnych do życia i wykluczających się opcji. Powód zaś, dla którego wspomniana na wstępie wielka i potężna Międzynarodówka nigdy istnieć nie będzie, jest taki, iż Międzynarodówka ta nie może obiecać ludziom, że będą szczęśliwi.

Leszek Kołakowski, "Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań", Aneks, Londyn 1984.


Czy ten "katechizm" Kołakowskiego nie przypomina w zasadniczych zrębach credo neokona?

sobota, 13 września 2008

Niewygodne argumenty: Bóg jako uzasadnienie poznania

Wśród oręża ateistów używanego przeciw religii znajduje jeden bardzo zręczny sofizmat zwany Czajniczkiem Russela "jako odpowiedź na stanowisko, że to sceptyk musi udowodnić nieprawdziwości niefalsyfikowalnych postulatów" wiary. Z perspektywy jego jeżeli wierzymy w Boga transcendentalnego a jednocześnie za absurdalne uważamy twierdzenia odnośnie istnienia wróżek, strzyg czy krasnoludków to nasze poglądy z epistemologicznego punktu widzenia są niespójne (zazwyczaj w tym momencie krytykanci dorzucają też garść inwektyw). Uważam, iż w tym względzie ateiści mylą się przypisując taki sam status tworom ludowej tradycji oraz Demiurgowi. Nie chcą oni bowiem zauważyć, iż pojęcie Boga może być potencjalnym rozwiązaniem filozoficznych dociekań odnośnie poznania oraz etyki. Jeżeli bowiem założyć, iż Stwórca jest "istotą" tożsamą z "absolutną miłością" to racjonalnym jest przyjąć, iz wyposażył najwspanialsze ze swych dzieł - człowieka - w umiejętności i przymioty, które to zagwarantują mu przetrwanie w Naturze (nie stoi to z sprzecznością z teorią ewolucji - ale o tym może później).
Najlepszym z tych narzędzi jest rozum. Jednakże nie na wiele by mu się on zdał gdyby Wszechświat ze swej natury byłby całkowicie niewyjaśnialny i "nieredukowalny" . Usuwając z epistemologicznych rozważań Boga, czy Demiurga w sensie (neo)platońskiego ideału, nie można na gruncie filozofii wykazać, iż prawa rządzące Wszechświatem dadzą się wyrazić w języku fizyki, matematyki czy jakimkolwiek innym, a dokonania współczesnej nauki są tylko fatamorganą. Tak więc wtedy jakiekolwiek poznanie empiryczne nie jest możliwe gdyż nawet nasze zmysły mogą ulegać ułudzie (solipsyzm), jako że samej zasady empirycznej empirycznie dowieść się nie da, a to, iż twierdzenia na jej podstawie powstałe miały pewną wartość prognostyczną nie gwarantuje, iż zachowają tę własność w przyszłości. Jednak wychodząc od tożsamości Boga z Dobrem, można wnioskować, iż nie pozostawił on człowieka we Wszechświecie chaosu. Odnośnie etyki zaś cierpi ona na brak jednoznacznej, uniwersalnej teorii wartościowania. Obecnie istniejące jej substytuty są kulturowo i historycznie względne. Oczywiście Objawienie dostarcza takiego "uniwersalizmu" - wtedy to wszelki twierdzenia normatywne stają się opisowymi. Niestety nie mamy "intelektualny narzędzi weryfikacji" prawdziwości Objawienia. Pozostaje więc agnostycyzm, jednakże w świetle powyższych argumentów trudno trwać na stanowisku, iż moc wyjaśniająca pojęcia Boga jest żadna; być może jest niewystarczająca ale na pewno nie żadna.

piątek, 5 września 2008

Uzasadnienie racjonalności. Ciekawa dyskusja na "Gronie"

Chodzi mi ostatnie po głowie taki problem, ale dopiero teraz mam czas go spisać (co zresztą obiecałem już dawno Khalidowi). Muszę najpierw dać pewien opis i eksperyment myslowy, pytanie do Was na samym końcu.

Jak wiecie, w obrębie poszczególnych nauk społecznych i filozofii często korzysta się z pojęcia racjonalności (jako pewnej umiejętności poprawnej aktywności intelektualnej). Ma ono bardzo wiele znaczeń (to znaczy w różnych kontekstach jego usus jest różny), tak samo często jest po prostu niezbędne, np. jeśli chcemy opisać zachowanie ludzi w obrębie jakiegoś typu sytuacji, racjonalność pozwala nam koherentnie łączyć wyobrażenia o świecie, cele, wiedzę, etc., z jakimiś konkretnymi działaniami.

Jedno szczegółowe znaczenie racjonalności to koherencja preferencji odnośnie dowolnego aspektu rzeczywistości, gdzie koherencję można zdefiniować jako porządek (albo dobry porządek) na jakimś zbiorze stanów rzeczy (czyli jako poprawną relację '>'). Na przykład, jeśli z filozofii preferuję, dajmy na to, Wittgensteina nad Leibniza i Leibniza nad Hegla, to jestem racjonalny w tym znaczeniu jeśli preferuję też Wittgensteina nad Hegla.

To znaczenie jest bardzo fajne, bo daje się zapisać jako relację na zbiorze, a więc można ją zaksjomatyzować i np. przełożyć na jakiś obiekt matematyczny. Nazwijmy je racjonalnością warunkową. Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Pojęcie racjonalności, bliższe rozumieniu intuicyjnemu, jest nieco inne. Taka 'wysoka' racjonalność to nie po prostu koherentny sposób myślenia, ale pewien wyróżniony sposób myślenia na mocy jakichś jego właściwości. Intuicyjnie, wydaje się na przykład że typowy naukowiec powinien być racjonalny w tym sensie, że powinien tworzyć teorie w oparciu tylko i wyłącznie o empirię i pewne rozstrzygnięcia metodologiczne, za pomocą poprawnych schematów wnioskowania (cokolwiek miałoby to znaczyć, ale intuicja jest tutaj dość prosta).

Teraz pytanie - czy takie pojęcie racjonalności można przełożyć na racjonalność warunkową, a więc czy taka silna racjonalność może być opisana jako pewna spójna relacja na jakimś zbiorze? Oczywiście, tak po prostu może być, ale pytanie o konsekwencje.

Wydaje się, że taka silna racjonalność powinna spełniać jeden warunek, to znaczy powinna być 'samooczywista'. Dlaczego? Skoro jest wyróżniona, musi pokazać, że racjonalnie jest ją przyjąć.

Ale jeśli działamy na poziomie logiki, od razu pojawia się problem Tarskiego - znacie wynik, można skonstruować zdanie P, które brzmi 'przyjmować P jest nieracjonalne' i mamy sprzeczność. W wyniku tego, taka silna racjonalność musi albo nie dać się zapisać w języku logiki, albo nie mieć zdefiniowanych możliwości rekurencji (w konsekwencji, nie może udowodnić swojej własnej racjonalności). Pierwsze jest bardzo problematyczne, bo można wtedy kwestionować jakąkolwiek poznawalność takiego obiektu (w końcu logika to jakiś ekstrakt naszego myślenia). W drugim wypadku, w praktyce otwiera się nam sceptycka puszka bez dna i potrzeba jakiegoś silniejszego uzasadnienia dla owej racjonalności (i pytanie, skąd ją wziąć).

Uwaga na boku - wyobraźcie sobie obiekt, który przyjmujemy za silną racjonalność (z jakiegoś dziwnego powodu nie jesteśmy w stanie się od niego psychologicznie uwolnić), ale zarazem który nie ma w sobie rekurencji (czytaj, nie jest samoudowadnialny). Kant by to nazwał pojęciem syntetycznym a priori (bo niby nie analityczne, a zarazem nie uwolnimy się od niego).

I teraz zasadnicze dwa pytania do Was - po pierwsze, czy to rozumowanie jest poprawne (albo czy nie wymaga jakichś dodatkowych rozważań), a jeśli jest, to jakie są według Was jego konsekwencje dla poznania.

Tomasz Aleksander Sylwester @ grono filozofia

Odpowiedź:

>Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl >KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy >szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Zdaje mi się, że ogołociłeś racjonalność, gdyż możesz, z przedstawionego punktu widzenia, skrócić ową myśl, lecz w tym samym momencie redukujesz ją do rozmiarów myśli niekoniecznie racjonalnej. Co więcej, zdaje mi się, że racjonalność o której tutaj piszesz jest racjonalnością dość subiektywną, stąd te nieścisłości. Racjonalność którą wystawiasz na próbę winna być obiektywna, dopiero wtedy będzie można pisać o niej. W innym przypadku autor ma aspiracje opisania myśli racjonalnej, lub też w sposób racjonalny.

Co do sprzeczności logicznej.
Sprzeczność o nie przyjmowaniu zdania, z powodu braku racjonalności, wydaje się być pod jej przyjmowaniem, przez co nie dochodzi do paradoksu. Jeżeli jednak zdanie przeciwne poznaniu jest prawdą, znaczyłoby to o błędach w dochodzeniu do problematycznego twierdzenia.

Opis matematyczny, relacyjny, też mógłby wykluczyć sprzeczność logiczną, bo czy owe sprzeczne zdanie nie może być w tym samym zbiorze, w jakim jest również racjonalność?

Ukrócając dalsze rozważania stopujące się na poznaniu a priori udało Ci się ładnie rzucić racjonalność na deski :) Jednak rekurencja(nie wiem, czy to akurat dobre określenie), lub- jak to nazwałeś- samoudowadnianie się, jest oparte na wewnętrznym zbiorze oraz na regule, która leży u podstaw samego pojęcia.

Racjonalność jednak zdaje się być wciąż zdobywanym szczytem, przynajmniej dookoła wciąż otwartych zbiorów. Można by spróbować założyć jego obiektywność równą aktualnemu szczytowi(co też się na pewno robi). Warto przy tym zachować również dystans, bo wszak możemy wchodzić na nie ten szczyt, co trzeba; )

Karol K @ grono filozofia


Link wątku:  http://grono.net/forum/topic/14782144/0/

wtorek, 26 sierpnia 2008

Credo agnostyka


"Religia jest odpowiedzią na ostateczne pytania człowieka. Kiedy rodzi się w nas brak świadomości pytań ostatecznych, religia staje się nieistotna i nastaje jej kryzys. Podstawowe zadanie filozofii religii to odnalezienie pytań, na które religia jest odpowiedzią.

(...) W naszym poszukiwaniu zapomnianych pytań, metoda i duch filozoficznego dociekania mają większe znaczenie niż teologia, która jest zasadniczo opisowa, normatywna i historyczna. (...) Filozofia jest, w pewnym sensie, rodzajem myślenia, który posiada początek, ale nie ma końca. W niej to właśnie świadomość problemu przetrwa wszystkie rozwiązania. Jej odpowiedzi są zamaskowanymi pytaniami, a każda nowa odpowiedź rodzi nowe pytania. Z drugiej strony, w religii nad wszystkimi pytaniami unosi się tajemnica odpowiedzi.

(...) Fundamentaliści twierdzą, iż na wszystkie pytania ostateczne udzielono już odpowiedzi. Z kolei pozytywizm logiczny zakłada, że wszystkie kwestie ostateczne są bez znaczenia. Ci z nas, którzy nie podzielają ani zarozumiałej postawy pierwszych, ani niefrasobliwości drugich, i odrzucają zarówno bałamutne odpowiedzi jak i fałszywe wykręty, wiedzą, iż kwestia fundamentalna spoczywa w naszej egzystencji, której znaczenie przekracza wszystkie rozstrzygające sformułowania."

Abraham Joshua Heschel "Bóg szukający człowieka"