O blogu

Salve! Silva Rerum to blog poświęcony zagadnieniom: kultury Europy - dziedziczce wspaniałego Imperium Rzymskiego, krytyce poprawności politycznej, iSSlamu, postmodernizmu, doktrynerstwa w każdej postaci, tudzież lewactwa i rożnej maści innego robactwa....

piątek, 5 września 2008

Uzasadnienie racjonalności. Ciekawa dyskusja na "Gronie"

Chodzi mi ostatnie po głowie taki problem, ale dopiero teraz mam czas go spisać (co zresztą obiecałem już dawno Khalidowi). Muszę najpierw dać pewien opis i eksperyment myslowy, pytanie do Was na samym końcu.

Jak wiecie, w obrębie poszczególnych nauk społecznych i filozofii często korzysta się z pojęcia racjonalności (jako pewnej umiejętności poprawnej aktywności intelektualnej). Ma ono bardzo wiele znaczeń (to znaczy w różnych kontekstach jego usus jest różny), tak samo często jest po prostu niezbędne, np. jeśli chcemy opisać zachowanie ludzi w obrębie jakiegoś typu sytuacji, racjonalność pozwala nam koherentnie łączyć wyobrażenia o świecie, cele, wiedzę, etc., z jakimiś konkretnymi działaniami.

Jedno szczegółowe znaczenie racjonalności to koherencja preferencji odnośnie dowolnego aspektu rzeczywistości, gdzie koherencję można zdefiniować jako porządek (albo dobry porządek) na jakimś zbiorze stanów rzeczy (czyli jako poprawną relację '>'). Na przykład, jeśli z filozofii preferuję, dajmy na to, Wittgensteina nad Leibniza i Leibniza nad Hegla, to jestem racjonalny w tym znaczeniu jeśli preferuję też Wittgensteina nad Hegla.

To znaczenie jest bardzo fajne, bo daje się zapisać jako relację na zbiorze, a więc można ją zaksjomatyzować i np. przełożyć na jakiś obiekt matematyczny. Nazwijmy je racjonalnością warunkową. Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Pojęcie racjonalności, bliższe rozumieniu intuicyjnemu, jest nieco inne. Taka 'wysoka' racjonalność to nie po prostu koherentny sposób myślenia, ale pewien wyróżniony sposób myślenia na mocy jakichś jego właściwości. Intuicyjnie, wydaje się na przykład że typowy naukowiec powinien być racjonalny w tym sensie, że powinien tworzyć teorie w oparciu tylko i wyłącznie o empirię i pewne rozstrzygnięcia metodologiczne, za pomocą poprawnych schematów wnioskowania (cokolwiek miałoby to znaczyć, ale intuicja jest tutaj dość prosta).

Teraz pytanie - czy takie pojęcie racjonalności można przełożyć na racjonalność warunkową, a więc czy taka silna racjonalność może być opisana jako pewna spójna relacja na jakimś zbiorze? Oczywiście, tak po prostu może być, ale pytanie o konsekwencje.

Wydaje się, że taka silna racjonalność powinna spełniać jeden warunek, to znaczy powinna być 'samooczywista'. Dlaczego? Skoro jest wyróżniona, musi pokazać, że racjonalnie jest ją przyjąć.

Ale jeśli działamy na poziomie logiki, od razu pojawia się problem Tarskiego - znacie wynik, można skonstruować zdanie P, które brzmi 'przyjmować P jest nieracjonalne' i mamy sprzeczność. W wyniku tego, taka silna racjonalność musi albo nie dać się zapisać w języku logiki, albo nie mieć zdefiniowanych możliwości rekurencji (w konsekwencji, nie może udowodnić swojej własnej racjonalności). Pierwsze jest bardzo problematyczne, bo można wtedy kwestionować jakąkolwiek poznawalność takiego obiektu (w końcu logika to jakiś ekstrakt naszego myślenia). W drugim wypadku, w praktyce otwiera się nam sceptycka puszka bez dna i potrzeba jakiegoś silniejszego uzasadnienia dla owej racjonalności (i pytanie, skąd ją wziąć).

Uwaga na boku - wyobraźcie sobie obiekt, który przyjmujemy za silną racjonalność (z jakiegoś dziwnego powodu nie jesteśmy w stanie się od niego psychologicznie uwolnić), ale zarazem który nie ma w sobie rekurencji (czytaj, nie jest samoudowadnialny). Kant by to nazwał pojęciem syntetycznym a priori (bo niby nie analityczne, a zarazem nie uwolnimy się od niego).

I teraz zasadnicze dwa pytania do Was - po pierwsze, czy to rozumowanie jest poprawne (albo czy nie wymaga jakichś dodatkowych rozważań), a jeśli jest, to jakie są według Was jego konsekwencje dla poznania.

Tomasz Aleksander Sylwester @ grono filozofia

Odpowiedź:

>Problem polega na tym, że takie rozumienie jest dość 'słabe', uwarunkowane, bo w jego myśl >KAŻDA taka relacja na DOWOLNYM zbiorze jest racjonalna - a więc np. niektóre formy >szaleństwa też mogą się okazać racjonalne.

Zdaje mi się, że ogołociłeś racjonalność, gdyż możesz, z przedstawionego punktu widzenia, skrócić ową myśl, lecz w tym samym momencie redukujesz ją do rozmiarów myśli niekoniecznie racjonalnej. Co więcej, zdaje mi się, że racjonalność o której tutaj piszesz jest racjonalnością dość subiektywną, stąd te nieścisłości. Racjonalność którą wystawiasz na próbę winna być obiektywna, dopiero wtedy będzie można pisać o niej. W innym przypadku autor ma aspiracje opisania myśli racjonalnej, lub też w sposób racjonalny.

Co do sprzeczności logicznej.
Sprzeczność o nie przyjmowaniu zdania, z powodu braku racjonalności, wydaje się być pod jej przyjmowaniem, przez co nie dochodzi do paradoksu. Jeżeli jednak zdanie przeciwne poznaniu jest prawdą, znaczyłoby to o błędach w dochodzeniu do problematycznego twierdzenia.

Opis matematyczny, relacyjny, też mógłby wykluczyć sprzeczność logiczną, bo czy owe sprzeczne zdanie nie może być w tym samym zbiorze, w jakim jest również racjonalność?

Ukrócając dalsze rozważania stopujące się na poznaniu a priori udało Ci się ładnie rzucić racjonalność na deski :) Jednak rekurencja(nie wiem, czy to akurat dobre określenie), lub- jak to nazwałeś- samoudowadnianie się, jest oparte na wewnętrznym zbiorze oraz na regule, która leży u podstaw samego pojęcia.

Racjonalność jednak zdaje się być wciąż zdobywanym szczytem, przynajmniej dookoła wciąż otwartych zbiorów. Można by spróbować założyć jego obiektywność równą aktualnemu szczytowi(co też się na pewno robi). Warto przy tym zachować również dystans, bo wszak możemy wchodzić na nie ten szczyt, co trzeba; )

Karol K @ grono filozofia


Link wątku:  http://grono.net/forum/topic/14782144/0/

wtorek, 2 września 2008

Jak wyjaśnić paradoks wszechwiedzy i wszechmocy?

Prosze bardzo. Wszechwiedza i wszechmoc... są. Jakikolwiek dalszy opis będzie absurdalny, ponieważ próbowalibyśmy to zrobić przy użyciu narzędzia (języka opartego o logikę formalną) którego przeznaczeniem było przekazanie drugiej małpie gdzie znajdują się jadalne owoce, a nie zrozumienie natury istnienia.

End of exposition; )

Eshin@grono

poniedziałek, 1 września 2008

Muzuł w niebie

Muzułmanin zmarł i trafił do nieba. Na miejscu wita go święty Piotr:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
Na to muzułmanin:
- O nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
- Aaa, Allach. Jest piętro wyżej.
Muzułmanin uśmiecha się:
- Oczywiście, że jest wyżej!
Po chwili wchodzi po schodach do góry. Tam wita go Jezus:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
- O, nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
Jezus odpowiada:
- A, rozumiem. Allach jest na najwyższym piętrze.
Muzułmanin uśmiecha się i idzie na samą górę. Tam wita go sam Bóg:
- Witaj mój synu, proszę do środka.
- O, nie! Nie mogę wejść do środka, najpierw muszę spotkać Allacha.
Bóg na to:
- Oczywiście, jest tutaj, ale w tej chwili jest bardzo zajęty. Może spoczniesz tu i czegoś się napijesz?
- Świetnie.
- Herbaty?
- Tak, bardzo chętnie.
Na to Bóg:
- To ja napiję się z tobą.
...Po czym klaszcze w dłonie i woła:
- Allach, dwie herbaty!

wtorek, 26 sierpnia 2008

Credo agnostyka


"Religia jest odpowiedzią na ostateczne pytania człowieka. Kiedy rodzi się w nas brak świadomości pytań ostatecznych, religia staje się nieistotna i nastaje jej kryzys. Podstawowe zadanie filozofii religii to odnalezienie pytań, na które religia jest odpowiedzią.

(...) W naszym poszukiwaniu zapomnianych pytań, metoda i duch filozoficznego dociekania mają większe znaczenie niż teologia, która jest zasadniczo opisowa, normatywna i historyczna. (...) Filozofia jest, w pewnym sensie, rodzajem myślenia, który posiada początek, ale nie ma końca. W niej to właśnie świadomość problemu przetrwa wszystkie rozwiązania. Jej odpowiedzi są zamaskowanymi pytaniami, a każda nowa odpowiedź rodzi nowe pytania. Z drugiej strony, w religii nad wszystkimi pytaniami unosi się tajemnica odpowiedzi.

(...) Fundamentaliści twierdzą, iż na wszystkie pytania ostateczne udzielono już odpowiedzi. Z kolei pozytywizm logiczny zakłada, że wszystkie kwestie ostateczne są bez znaczenia. Ci z nas, którzy nie podzielają ani zarozumiałej postawy pierwszych, ani niefrasobliwości drugich, i odrzucają zarówno bałamutne odpowiedzi jak i fałszywe wykręty, wiedzą, iż kwestia fundamentalna spoczywa w naszej egzystencji, której znaczenie przekracza wszystkie rozstrzygające sformułowania."

Abraham Joshua Heschel "Bóg szukający człowieka"

środa, 6 sierpnia 2008

Feminizm wcieleniem marksizmu?

"Każdy, kto zna środowisko akademickie, wie, że od czasu do czasu wyłaniają się z niego sekty ideologiczne, podatne na dogmatyzm i odpor­ne na wszelką krytykę. Wiele kobiet uważa, że właśnie taki los spotkał ostatnio feminizm. W książce 'Who Stole Feminism' filozof Christina Hoff Sommers przedstawia użyteczne rozróżnienie między dwiema szkołami myśli feministycznej. 'Feminizm równościowy' sprzeciwia się dyskryminacji na podstawie płci oraz innym formom niesprawiedliwego traktowania kobiet. Mieści się on w nurcie klasycznego liberalizmu i tradycji humanistycznej, które wyrosły z myśli oświecenia. To ten rodzaj myśli feministycznej pociągnął za sobą pierwszą falę feminizmu i przyczynił się do nadejścia drugiej. 'Feminizm płci' głosi natomiast, że kobiety są nadal niewolnicami powszechnego systemu męskiej dominacji, systemu płci społeczno-kulturowej, w którym 'biseksualne noworodki są przekształcane w osobowości płci męskiej lub żeńskiej, przy czym przeznaczeniem tych pierwszych jest panowanie, a drugich - posłuszeństwo'. Ten kierunek myśli feministycznej pozostaje w sprzeczności z tradycją klasycznego liberalizmu. Jest on bliski marksizmowi, postmodernizmowi, konstrukcjonizmowi społecznemu i nauce radykalnej. Stał się on swoistym credo niektórych programów studiów kobiecych, organizacji feministycznych oraz orędowniczek ruchu kobiecego.
Feminizm równościowy jest doktryną moralną nawołującą do równego traktowania wszystkich ludzi, która nie próbuje jednak rozstrzygać kwestii empirycznych z dziedziny psychologii czy biologii. Feminizm płci jest doktryną empiryczną, która opowiada się za trzema twierdzeniami na temat natury ludzkiej. Po pierwsze, różnice między mężczyznami a kobietami nie mają nic wspólnego z biologią, lecz są wyłącznie konstruktem społecznym. Po drugie, ludzie kierują się tylko jednym moty­wem - dążeniem do posiadania władzy - a życie społeczne można wyja­śniać wyłącznie w kategoriach sposobów sprawowania władzy. Po trzecie, podstawą ludzkich interakcji nie są motywy ludzi kontaktujących się ze sobą na poziomie jednostkowym, lecz motywy grup w kontakcie z innymi grupami - w tym wypadku płci męskiej dominującej nad płcią żeńską.
Głosząc te doktryny, zwolenniczki tego kierunku myśli feministycznej wydają się przykuwać feminizm do szyn kolejowych, po których właśnie nadjeżdża pociąg. Jak się przekonamy, neurobiolodzy, genetycy, psychologowie i etnografowie dowodzą istnienia różnic międzypłciowych, których źródła niemal na pewno tkwią w biologii człowieka. Psychologowie ewolucyjni ujawniają natomiast całą sieć motywów innych niż dominacja jednej grupy nad drugą (takich jak miłość, seks, rodzina czy piękno), któ­re wikłają nas w liczne sojusze i konflikty interesów z członkami tej samej płci oraz płci przeciwnej. Feministki płci chcą albo wykoleić ów pociąg, albo nakłonić inne kobiety, żeby wraz z nimi dokonały aktu męczeństwa, ale inne kobiety ani myślą się do nich przyłączyć. Mimo że tak bardzo rzucają się w oczy, feministki płci nie przemawiają w imieniu wszystkich feministek, nie mówiąc już o wszystkich kobietach. "

Fragment z książki "Tabula rasa" Stevena Pinkera

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Krótko o równości, sprawiedliwości i raju na Ziemi

Wiele atramentu wylano na próby unaocznienia błędów w postrzeganiu rzeczywistości przez ludzi o poglądach lewicowych. Jednakże wielu apologetom prawicy czy liberalizmu umyka sprawa fundamentalna. Otóż dla socjalistów nie ma sprzeczności między równością a sprawiedliwością. Dychotomia logiczna między tymi pojęciami jest oczywista, gdyż sprawiedliwość dokonuje często rozróżnienia miedzy tymi, którzy na coś zasługują lub są czegoś warci a tym, którym się to nie należy – jest więc ona sprzeczna z równością.

Dla socjalisty natomiast równość tożsama jest ze sprawiedliwością. Tak więc docelowym systemem społecznym jest społeczeństwo "równych". Z oczywistych względów (ludzka natura) takie społeczeństwo istnieć nie może. Oznacza bowiem one całkowite zniszczenie i ciągłe niszczenie różnorodności a przez to potencjalnie może oznaczać zatrzymanie rozwoju cywilizacji a w dalszej perspektywie zagrozić istnieniu gatunku ludzkiego - gatunek zbyt homogeniczny jest mało odporny na nagłe zmiany środowiska. Kolejnym powodem dla, którego ład społeczny oparty na równości prowadzi do upadku jest rozleniwienie społeczeństwa - skoro wszystkim się należy to samo i po tyle samo to po co się starać, pracować nad sobą, ulepszać otoczenie? Po co sie starać skoro i tak jeśli będę zarabiać więcej od innych to przyjdzie fiskus pracujący dla lewackiego państwa i dokona "redystrybucji dóbr"? Państwo socjalne (opiekuńcze), którego naczelnym celem jest uszczęśliwiać ludzi poprzez równość dokonuje erozji etosu pracy. Dokonuje paradoksalnie polaryzacji społeczeństwa. Jedni czują sie pokrzywdzeni, gdyż odebrano im owoce ich pracy - inni zaś rozpasani państwowym rozdawnictwem uważaj, iż nie uczyniono im za dość, że nadal im sie należy i już!. Nieodpartym więc jest przyznać, iż w ramach takiego porządku "tylko ten jest szacunku wart kogo wszy jedzą". Równość i sprawiedliwość pogodzić się da o tyle, o ile pierwsza może być (aczkolwiek rzadko) narzędziem drugiej.

A teraz trochę o "raju na ziemi", który nam obiecuje lewica. Jak ten "raj" wygląda? Ogólnie rzecz biorąc to świat bez walki, konkurencji, to ład społeczny, w ramach którego cele jednostek i ogółu są tożsame. Jest to kolejna mżonka, gdyż nie bierze ona pod uwagę ontologicznego statusu człowieka jako jednostki. Jako byt ograniczony czasowo i przestrzennie każdy z nas widzi świat odmiennie, a więc potencjalnie będzie mieć cele odmienne od celów pozostałych ludzi nawet na bardzo subtelnym poziomie mimo "zrównania" wszystkich społecznych i biologicznych warunków życia. Ta sama zasada dotyczy społeczeństwa klonów. Dlatego uważam, iż ustój socjalistyczny nie jest ustrojem dobrym ani w dzisiejszych ani w żadnych przyszłych warunkach - chyba, że ludzie przestaną być....ludźmi.

Standardową kontrą na krytykę opartą o logikę formalną jest bełkotanie o "nowej logice dialektycznej"....no cóż niektórzy nie potrafią wyjść poza ramy heglowskiego bajdurzenia....


* * * *

Faust:
Najpierw o piekło chciałbym cię wypytać
Gdzież jest to miejsce zwane tak przez ludzi?
Meph.:
Pod niebiosami.
Faust:
Tak, lecz gdzie, dokładnie?
Meph.:
We wnętrzu tych żywiołów, gdzie musimy
Męczyć się i pozostać już na zawsze;
Bo piekło nie ma granic, nie jest także
Ograniczone do jednego miejsca;
Bo tam, gdzie my jesteśmy, tam jest piekło,
A gdzie jest piekło, tam my być musimy.
I by z tym skończyć, gdy świat się rozpadnie,
A wszystko już zostanie oczyszczone
Wszędzie tam będzie piekło, gdzie nie będzie niebiosów.
Faust:
Myślę, że piekło to bajka.
Meph.:
Więc dobrze, myśl tak, póki doświadczenie
Nie sprawi, że odmienisz swoje zdanie

Christopher Marlowe, Tragiczna Historia Doktora Fausta

niedziela, 3 sierpnia 2008

Rasizm na talerzu

Polityczna poprawność wtłaczana społeczeństwom przez grupkę lewackich ideologów, nabiera coraz więcej cech ponurej groteski. Oto w Wielkiej Brytanii, sponsorowana przez rząd agencja - Narodowe Biuro ds Dzieci (National Childern's Bureau - NCB), wydała wskazówki dla nauczycieli i opiekunów przedszkolnych oraz opiekujących się dziećmi w żłobkach, aby zwrócili uwagę na zachowanie się dzieci podczas zabaw oraz podczas smakowania i jedzenia nieznanych im potraw. Według instrukcji, postawa dzieci, którym nie smakują np. pakistańskie przyprawione potrawy, zaliczane są do "incydentów rasistowskich".

366-stronicowa instrukcja Young Children and Racial Justice ("Dzieci i rasowa sprawiedliwość") opracowana przez biuro NCB - dotowane sumą 12 milionów funtów rocznie - zwraca uwagę na potencjalnie rasistowskie nastawienie wśród niemowląt i dzieci. Zaleca opiekunom zwracanie szczególnej uwagi i nie ignorowanie przypadków uprzedzeń, gdyż dzieci powinny "zdawać sobie sprawę z innego życia innych ludzi".

Tak więc takie dziecięce i naturalne rozróżnianie rasy czy narodowości, przejawiające się niewinnymi określeniami, jak "blackie" (czarni), "Pakis" (Pakistańczyczy), czy nawet "ci ludzie" ("those people"), są według instrukcji postawą rasistowską. Również zwrócenie przez dzieci uwagi na naturalnie inną woń wydzielaną przez skórę ludzi innej rasy i stwierdzenie, że "oni pachną" [lub śmierdzą - w angielskim trudno o rozróżnienie w nieprecyzyjnym "they smell"], kwalifikuje postawę jako rasistowską. Instrukcja uczula opiekunów, że dzieci mogą "reagować negatywnie na kulinarne tradycje inne niż ich własne, poprzez powiedzenie: 'Yuck'" [najbliższe polski odpowiednik: fuj!, niedobre!]. Instrukcja ostrzega też, że "rasistowskie incydenty wśród dzieci we wczesnych etapach życia, ukazują się poprzez przezywanie, bezmyślne komentarze oraz zawiązywane związki grupowe". Zatem wyrażenie niechęci dzieci do hinduskich, meksykańskich czy afrykańskich potraw, czy też zwykła zawiązująca się przyjaźń wśród dzieci ("związki grupowe"), kwalifikowane są przez błazeńskich pseudo-psychologów jako nastawienie rasistowskie.

Jednocześnie opiekunowie są surowo ostrzegani: "Żaden incydent rasistowski nie może być ignorowany. Kiedy mamy do czynienia z czystym rasistowskim incydentem, konieczne jest przedsięwzięcie konkretnej postawy w zganieniu tego działania". Opiekunowie są zobowiazani do zgłaszania lokalnym władzom "wszystkich możliwych" przypadków postaw i zachowań rasistowskich. W duchu bolszewickim, instrukcja uspokaja jednocześnie, że "Niektórzy ludzie myślą, iż duża ilość zgłaszanych rasistowskich incydentów wpłynie negatywnie na opinię instytucji. W rzeczywistości - jest wręcz przeciwnie."

Za: konserwatyzm.pl

Marek Kunc - "Demokraci"

Zanim jeszcze blady świt
Ciemność nocy zmieni w mit,
Suną śpiesznie do swych ław
Ważyć krocie trudnych spraw.
Odpędzając resztki snu,
Trzeźwo patrzą w oczy złu,
Co bezczelnie krzywy pysk
Szczerzy na nich. Co tam zysk,
Niczym nawet wolny czas.
Tu o szczęście idzie mas,
Sprawiedliwość, lepszy los.
Po to im oddano głos!!!
Las ich rąk, jak cepów sto
W pył roznosi wszelkie zło.
Oniemiały patrzy świat
Na etosu światły kwiat.
Mogą noce zmienić w dnie;
Kto jest za, kto wstrzymał się?
Lub zawracać biegi rzek;
Większość wszystkim, niczym człek!!!
Wszelkie moce wrażych sił
Zwykłe kworum zmienia w pył.
Tyle przeszkód, tyle trosk
Urabiają niczym wosk.
Choć wciąż gęsty ramion las,
Już im czoła bruździ czas.
A tu jeszcze zadań stos,
Każdy chciałby zabrać głos.
Lecz czy zdążą w trudzie swym
Szansy równość wcielić w czyn?
Patrzy na nich dobry Bóg,
Chciałby pomóc, gdyby mógł.
Lecz ma tylko ręce dwie –
- Tak głosować nie da się...

"Na Unię" - wierszyk

Siedzą w pociągu ważni Unici,
Grubi, nadęci, lekko podpici,
Wiozą do Polski ustaw czterdzieści,
Każda w wagonie ledwo się mieści,
Pierwsza zawiera setki koncesji,
Pewną przyczynę rychłej recesji,
Druga przynosi drogą benzynę,
Kolejną naszych nieszczęść przyczynę,
Trzecia wprowadza nowe podatki,
Podnosi VAT-y, akcyzy, składki,
By ' ludzie pracy' pieniądze mieli,
W kieszeniach swoich przedstawicieli,
Czwarta rozwala polskie mleczarnie,
Wszak smrodu i brudu to wylęgarnie,
Piąta morderców od kary zwalnia,
W więzieniach będzie miła sypialnia,
Szósta pomnoży nam urzędników,
W siódmej są wzory nowych pomników,
W ósmej feminizm i parytety,
Wybierz cymbałów- byle kobiety,
W dziewiątej instrukcja indoktrynacji,
Za hojną kasę z Eurodotacji,
Aktorzy, panienki i dziennikarze,
Wyklepią wszystko, co im się każe,
Zaś szkolnej dziatwie,
Przyniesie chlubę,
Udział w błękitnym EuroMerkeljugent,
Miłość do Unii w wierszu, w piosence,
Wszystko co robisz, nawet w łazience-
Robisz dla Unii, pamiętaj o tym,
Inaczej szybko wpadniesz w kłopoty,
Nie skończysz studiów,
Wylecisz z pracy,
Eurogestapo zrobi cię ' cacy',
A o kolejnych czytać się nie chce,
Można z pociągu wyskoczyć jeszcze

W Poroninie na jedlinie wiszą gatki po Leninie. Kto chce w Unii awansować, musi gatki pocałować. Wiszą tam wiek już cały i jeszcze dotąd nie wywietrzały..... :P


piątek, 1 sierpnia 2008

Polska Walcząca - Polska Dziadująca

Powstańcy Warszawy klepią biedę. Mimo to nie słychać z ich strony słowa skargi choć przeciętnie ich emerytury i renty nie przekraczają 1200 zł wraz z 300 zł dodatkiem kombatanckim. Nie skarżą się - nie chcą być dla swej Ojczyzny ciężarem czy przyczyną jej kompromitacji na forum międzynarodowym. Przeżyli piekło okupacji przeżyją i to, choć nie wiele czasu im pozostało. Nie skarżą się mimo, że ich komunistyczni kaci i oprawcy inkasują co miesiąc parę tyś. zł "mundurowych emerytur" i innych świadczeń. Oczywiście nikt nie upomni się o bohaterów - za to gdy media dobierają się do dupska jakiemuś czerwonemu skurwysynowi zaraz pseudoliberalni krzykacze wrzeszczą o nagonce, odpowiedzialności zbiorowej, o niepotrzebny rozdrapywaniu przeszłości. W ramach poprawnej politycznie moralności naczelną wartością jest równość - ofiar i katów - a sprawiedliwość zaliczona została do jednego z wielu anachronizmów. I jak memento pobrzmiewa odwieczne Vae Victis....
....I ciągle ta odpowiedzialność zbiorowa! Co za tandetny wykręt! Jeśli ktoś pracował w UB czy SB jako oficer nie mógł nie wiedzieć o zbrodniczym charakterze tych instytucji! Tak... to odpowiedzialność zbiorowa, na którą wszyscy oni sobie ciężko zapracowali! Przynajmniej na medialny ostracyzm! Oczywiście, ciężar win dla każdego z nich jest inny ale wszyscy są winni przynajmniej wspierania autorytarnego reżimu. I muszą w jakiś sposób za to odpowiedzieć. Nie koniecznie więzieniem.
Ale któż będzie sobie tym głowę teraz zawracał. Raz na rok odwali się teatrzyk, jako przykry obowiązek, w postaci święta narodowego czy odstawi paradę wojskową. Pamięć zakłóca spokój a on konsumpcję. Dochodzenie prawdy zaś męczy - przyjemniej oglądnąć kolejny odcinek "Tańca z gwiazdami"(jak się patrzy na tą aktorską śmietankę to już przestaje dziwić, iż w średniowieczu popuszczano im tylko na okazję jasełek).



*****

Powołał go Pan
Na słup
Na słupie miał dom
I grób

A ludzie chłopaka na szafot przywiedli,
Unieśli mu głowę w muskularnej pętli.
Powołał go Pan na stryk.

Powołał go Pan,
By trwał.
By śpiewał mu pieśń
I piał.

A ludzie dziewczynę wśród przekleństw gwałcili
I włosy jej ścieli, i ręce spalili.
Powołał ją Pan
Na gnój.

Powołał go Pan
Na słup
Na słupie miał dom
I grób.

A ludzie mych wierszy słuchając powstają
I wilki wychodzą żerująca zgrają...
Powołał mnie Pan
Na bunt.

Święty Szymon Słupnik,
Stanisław Grochowiak

*

środa, 30 lipca 2008

Nowe oblicze islamskiej propagandy



Jak bym słyszał komunistyczną propagandę: Każdy robotnik musi sławić zalety rewolucji proletariackiej gdziekolwiek jest, cokolwiek robi...takie wypowiedzi wskazują jasno na totalitarne zapędy apologetów Islamu

Ellada, Hora Tou Fotos

Odwiedzając dzisiejszą Grecję, rozmawiając z tam żyjącymi ludźmi, obserwując ich życie trudno nie zauważyć, iż mentalność dzisiejszego przeciętnego Greka bliska jest tureckiej. Wieki ucisku Ottomanów zniszczyły kulturę późnego Bizancjum grzebiąc dziedzictwo okresu hellenistycznego.
Widać to nie tylko w stylu życia w dzisiejszej Helladzie ale w sztuce, szczególnie zaś muzyce




Nawet ateista czy agnostyk musi zgodziś się, że resztki kultury późnego antyku przechowały się w Grecji dzięki Kościołowi Prawosławnemu.

poniedziałek, 19 maja 2008

Rytuał Devotio

W starożytności wojny były ściśle związane z obrzędami religijno – magicznymi. Przed walką składano ofiary lub odprawiano modły aby zyskać przychylność bogów i zapewnić sobie zwycięstwo bądź starano się przewidzieć wynik bitwy poprzez wróżby. Jednym z najbardziej niezwykłych i przerażających wojennych rytuałów było rzymskie devotio – oddanie własnego życia w celu sprowadzenia klęski na wrogą armię.

Devotio (łac. „poświęcenie”) było szczególną odmianą ślubowania. Zwykły ślub, czyli votum, polegał na obiecaniu bogom określonej ofiary jeśli wysłuchają prośby. Tutaj zaś dobrowolnie składano w ofierze swoje życie jeszcze przed otrzymaniem oczekiwanej pomocy sił wyższych. Obrzędu devotio dokonywano w sytuacjach wyjątkowych, gdy bitwa przybierała bardzo zły obrót. Człowiek, który miał dokonać devotio musiał robić to całkowicie z własnej woli, nikogo nie można było zmusić do poświęcenia się, bo uważano, że nie odniosłoby to wtedy odpowiedniego skutku, a nawet rozgniewałoby bogów. Przeważnie devotio dopełniał dowódca armii. Był on odpowiedzialny za wojska, więc powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić im zwycięstwo i uchronić od klęski. Jeśli legionami kierował konsul, najwyższy urzędnik republiki, to jego odpowiedzialność była jeszcze większa – za całe państwo. Ludzie, którzy dokonali devotio byli uważani za bohaterów i przechodzili do historii (jak dwóch konsulów z rodu Decjuszy).

Rytuał poświęcenia był ściśle określony i nad jego dopełnieniem czuwał towarzyszący armii pontifex (kapłan). Osoba mająca oddać życie ubierała strój zwany toga praetexta – białą togę z purpurowym paskiem na brzegu. Następnie stawała na położonej na ziemi włóczni i powtarzała słowa ślubowania wypowiadane przez kapłana. Podkreślały one, że śmierć tego człowieka ma być ofiarą złożoną za ojczyznę. Przypominało to litanię - wzywano wszystkich ważniejszych bogów rzymskich, poczynając od Jowisza, Janusa oraz boga wojny Marsa. Na koniec zwracano się do bóstw związanych ze śmiercią, duchów świata podziemnego, jako tych, które mają władzę nad walczącymi. Wypowiadana formuła mająca przebłagać bogów brzmiała (wg przekazu Tytusa Liwiusza):


„Janusie, Jowiszu, ojcze Marsie, Kwirynie, Bellono, Lary, bogowie nowo przyjęci, bogowie opiekunowie ziemi naszej, bogowie, w których mocy jesteśmy my i nieprzyjaciele, boskie cienie zmarłych, do was się modlę, z czcią was błagam, o łaskawość proszę i wołam, byście narodowi rzymskiemu Kwirytów dali moc i zwycięstwo, a nieprzyjaciół narodu rzymskiego Kwirytów dotknęli strachem, przerażeniem i śmiercią. Jak to wypowiedziałem słowami, tak za rzeczpospolitą Kwirytów, za wojsko, legiony i posiłki narodu rzymskiego Kwirytów poświęcam legiony i wojsko nieprzyjacielskie razem ze mną bogom podziemnym i ziemi”.

Po dopełnieniu rytualnych czynności, dokonujący devotio ruszał samotnie na wroga (zwykle konno) i rzucał się na jego szyk. W momencie gdy ginął z rąk przeciwników, spadała na nich klątwa prowadząca do klęski. Wódz składając w ofierze swoje życie, przypieczętowywał los wrogiej armii, która miała podążyć za nim do krainy umarłych.

Wszystkie elementy rytuału devotio były ściśle określone. Przewidziano nawet, co robić w przypadku niepowodzenia. Gdyby poświęcający się wódz przeżył samobójczy atak na wrogie wojska (choć było to prawie niemożliwe), nie mógł już składać ofiar bogom, ani obejmować stanowisk politycznych we władzach republiki. Ważna była włócznia, na której stał wypowiadając słowa ślubowania. Należało jej bezwzględnie bronić, a jeśli wpadła w ręce wrogów, trzeba było złożyć Marsowi przebłagalną ofiarę z wieprza, barana i byka.


Reszta artykułu

Utwór "Devotio" grupy Aion inspirowany rytuałem