O blogu
wtorek, 4 września 2007
czwartek, 24 maja 2007
Ceterum censeo .....
Zobacz też to
Dalsze istnienie kultury iSSlamu i jej pochodnych plugawi tę planetę, a każdy kto każe je szanować jest skurwysynem niezasługującym na prawa człowieka !
czwartek, 10 maja 2007
Na każdy anarcho-lewacki ryjek znajdzie się kijek
To włąśnie lubie we francuskiej policji: jak widzi, że ma do czynienia ze zwykłą hołotą to nie ma zmiłuj się - od razu kij na ryj. Mam tylko nadzieje, że na posterunku "popracują" jeszcze nad tym kolesiem.Mam tylko nadzieję Sarko z równą stanowczością oczyści życie polityczne we Francji z wpływów skrajnej lewicy, której de facto zależy już tylko na ciułaniu głosów wśród imigrantów, islamistów i marginesu społecznego. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy dziedzictwo '68 już dawno uległo erozji. Dlaczego doszło do tego tak szybko? Wynikło to z samego charakteru ruchu, który poza chęcią obalenia "starego systemu" i wiecznego łamania zasad nie proponowało konkretnego, konstruktywego, alternatywnego programu. Poza ogólnikowymi, co prawda szczytnymi, hasłami nie formułowano recept na rozwiązanie wielu szczegołowych problemów.
Dlatego bardzo szybko z siły potępowej przemienił się w bezrefleksyjną reakcję (o co kiedyś oskarżał prawicę - ot chichot historii), która chce nagiąć rzeczywistość do wyznawanej ideologii, wedle której reformy społęczeństwa można dokonać w ciagu zaledwie 3 pokoleń. Jest to oczywisty nonsen, gdyż nie można ot tak zanegować wpływu poprzednich pokoleń na współczensa mentalność. Nie da się wykorzenić ot tak człowieka z pewnych "schematów" w patrzeniu na rzeczywistość a kształtowanych przez wielowiekową kulturę, niezależnie czy owe dziedzictwo postrzegamy jako szkodliwe czy nie.
środa, 11 kwietnia 2007
Fikcja równości
W obecnych warunkach, ogólnie panującej poprawności politycznej, w debacie społecznej jedynymi różnicami miedzy poszczególnymi rasami są tylko kolor skóry i wygląd zewnętrzny. Z drugiej strony, każdy z nas spotyka w swoim otoczeniu ludzi, różniących nie tylko pod względem fizycznym ale też potencjału intelektualnego.Oczywistym wnioskiem płynącym z historii ewolucji gatunku ludzkiego jest, iż wspomniane zdolności umysłowe są bardzo silnie uwarunkowane genetycznie. Potwierdzają to badania genetyczne i antropologiczne. Wykopaliska wskazują na pojawienie się zaczątków kultury, sztuki i języka na ok. 50 tyś. lat temu, choć pod względem anatomicznym nie różnimy się znacząco od naszych przodków sprzed 200 tyś. lat. Zastawiająca jest koincydencja tych zmian z pojawieniem się trzech genów. Pierwszy z nich - FOXP2 – dopowiada za zdolności językowe. Osoby z jego mutacją mają poważne problemy z rozumieniem mowy i jej artykulacją. W ludzkim genomie FOXP2 pojawił się nie wcześniej niż 50 tys.lat temu w Afryce. Tak więc dopiero ludzie, którzy z niej wywędrowali w tym okresie potrafili w sposób efektywny porozumiewać się. Kolejny gen to MCPH1 odpowiedzialny za wytwarzanie białka zwanego mikrocefaliną wpływającym na wielkość mózgu. Pojawił się on ok. 37 tyś lat temu, akurat wtedy, gdy pojawiło się myślenie symboliczne i magiczne. Ok. 5800 lat temu pojawiła się nowa odmiana genu ASPM, który również reguluje wielkość mózgu. Wtedy to mamy do czynienia z pojawieniem się pierwszych większych miast na Bliskim Wschodzie, które wymagały stworzenia nowego systemu zarządzania i podziału pracy. Pojawiło się też pismo i upowszechniło się rolnictwo. Z kolei na Dalekim Wschodzie w tym okresie zaczynają się kształtować zręby cywilizacji chińskiej. Nowa wersja genu występuje u 10 % ziemskiej populacji, dalsze 50 % posiada jego starą wersję, pozostałe 40 % ma w swoim genomie obie jego wariacje. Nierównomierna propogacja tego genu tłumaczona jest względami geograficznymi utrudniającymi jego "rozprzestrzenienie". Nowa wersja genu rozpowszechniona jest najbardziej wśród Europejczyków i Azjatów. Nie powinno to dziwić, gdyż Europe i Azję łączą wielkie obszary stepowe, które znacznie ułatwiły komunikację i krzyżowanie osobników pochodzacyh z różnych obszarów geograficznych.
Pojawia się pytanie czy potencjał intelektualny jest, pod względem statystycznym, taki sam dla każdej populacji człowieka? W świetle w/w faktów znaczące jest, iż średni iloraz IQ Europejczyków i Azjatów kształtujący się między 100-106 jest o ponad 20-30 punktów wyższy od średniego ilorazu dla ludności o pochodzeniu afrykańskim (IQ 75-85). Jeszcze bardziej intrygujące jest, iż wyniki te nie zmieniły się na przestrzeni 80 lat, mimo polepszenia się warunków życia tej grupy w obrębie społeczeństw Europy i USA. Podobnie nie zaobserwowano większych zmian średniego IQ, w granicach 70-75, dla ludności rasy czarnej mieszkającej w Afryce na przestrzeni wieku. Różnice te przejawiają się w dysproporcjach w wielkości mózgu dla danej rasy: i tak Azjaci mają średnio mózgi o objętości średnio większej od Europjeczyków o 16 cm^3, zaś Afrykanie mniejszą średnio o 82 cm^3. Nie muszę chyba nadmieniać, iż każdy cm^3 zawiera wiele milionów komórek nerwowych.
Jeśli chodzi o Afrykanów i Afroamerykanów przyczyny w różnicach potencjału intelektualnego osobników wywodzących się z tych populacji względem mieszkańców Europy mogą albo trojakiego rodzaju:
1.Po pierwsze mogą być to względy genetyczne związane z innym modelem selekcji naturalnej – inne cechy były promowane przez dobór na terenie Europy i Afryki. W przeciwieństwie do utartych opinii głód na Czarnym Ladzie na dobre zadomowił się dopiero po dekolonizacji. Wynikło to z nieudolności politycznej postkolonialnych krajów jak i z rozrostu populacji Afryki związanego z postępem cywilizacyjnym zainicjowanym przez kolonizatorów (szpitale, podstawowa edukacja). Przed podbojem warunki naturalne nie stymulowały do rozwinięcia się cywilizacji. Pożywienia nie brakowało dla relatywnie niewielkich społeczności łowiecko-zbieracko-rolniczych. Mięso można była dość łatwo zdobyć – dzięki zawartej w nim witaminie D możliwe było utrzymanie mocnej pigmentacji skóry, co jest bardzo ważne w słonecznym i gorącym klimacie. W Europie warunki były znacznie trudniejsze, wymagały lepszej organizacji pracy w celu np. wytworzenia ubioru, organizacji zapasów oraz zaadaptowaniu schronienia na okres zimowy. To kładło ewolucyjną presję na rozwój umiejętności poznawczych a nie tylko na sprawność fizyczną. „Nagromadzony” w ten sposób „potencjał” został skonsumowany na Bliskim Wschodzie gdzie powstały pierwsze cywilizacje.
2. W bliższej perspektywie dysproporcje miedzyrasowe w średnim IQ mogą wynikać także z warunków bytowych na przestrzeni ostatnich 300 lat. Wtedy to mamy do czynienia ze znaczącym urozmaiceniem jadłospisu mieszkańców Europy. Miało to znaczący wpływ na „jakość” potomstwa, gdyż nieodpowiednie żywienie ujemnie wpływa na przebieg ciąży. Najbardziej zaskakujące jest, iż te rozwojowe obciążenia przenoszą się na następne pokolenia. Wynika to, z tego względu, iż niedożywienie płodu płci żeńskiej powoduje zmieszenie się u niego łożyska. Przyszła matka ma więc mniejsze szanse na wydanie zdrowego potomstwa.
3. Niewolnictwo także odcisnęło swoje piętno na Afrykanach wykorzystywanych w Nowym Świecie jako darmowa siła robocza. Wszystkie jednostki przejawiające wrodzone talenty przywódcze i organizacyjne były bezlitośnie eliminowane z populacji niewolników. Wszystkie zachowania mające służyć pogłębieniu integracji ich społeczności i poprawienia warunków bytowania spotykały się z ostrymi represjami. Usuwano w ten sposób z życia tych ludzi wszelkie pozytywne i konstruktywne wzorce postępowania.
W świetle wyżej przytoczonego rozumowania dochodzę, iż równość jest fikcją a wizję Johna Locke’a człowieka jako „tabula rasa” możemy włożyć miedzy bajki. Powstaje więc pytanie jakie wyciągiem z tego wszystkiego wnioski? Czy uprawnia nas to do wprowadzania pewnych form eugeniki w świetle nieproporcjonalnego przyrostu naturalnego w krajach Afryki i wynikającej z tego masowej imigracji do Europy i USA? Myślę, że jeszcze nie. Czy uprawnia nas to do zaostrzenia prawa wobec imigrantów? Jak najbardziej, gdyż w świetle w/w faktów i wobec odmienności kulturowej ich przystosowanie się do warunków panujących w społeczeństwach Zachodnich będzie bardzo utrudnione.
Czy uprawnia nas to do ich eksterminacji ? Oczywiście, że NIE!
niedziela, 1 kwietnia 2007
Hillel Neuer dyrektor organizacji UN Watch o dezycjach Rady Praw Człowieka
Pytacie: Co stało się ze snem założycieli? Okropne kłamstwa i odwrócona moralność, obracają go w koszmar.
Rada Praw Człowieka ONZ przyjęła uchwałę przeciwko obrazie religii
" Genewa: Islamskie kraje przepchnęły dzisiaj rezolucję w Radzie Praw Człowieka ONZ, w której nalegają na globalny zakaz publicznego zniesławiania religii. Jest to odpowiedź na opublikowane w duńskiej prasie w roku 2005 karykatury Mahometa. Zaproponowane przez Organizację Konferencji Islamskich stwierdzenie nazywało to kampanią przeciwko mniejszością muzułmańskim i religii islamu po 11 września 2001. Rezolucja, której sprzeciwiły się europejskie państwa i państwa niemuzułmańskie „wyraża głębokie zaniepokojenie identyfikowaniu islamu z terroryzmem, przemocą i łamaniem praw człowieka.” Nie wspomina się o buddyzmie, chrześcijaństwie, hinduizmie ani judaizmie, ani jakiejkolwiek innej religii poza islamem. Rezolucja została przyjęta 24 głosami do 14 sprzeciwiających się z 9 nieobecnymi. Kanada, Japonia, Południowa Korea dołączyły do europejskich krajów, głównie krytykując zbytni fokus na islamie oraz niezgodność z podstawowymi prawami takimi jak wolność ekspresji. W Radzie Praw Człowieka dominuje 17 krajów muzułmańskich, które tworząc sojusze z Chinami, Kubą, Rosją i większością afrykańskich członków osiągają zwykle większość. W tej samej kwestii w roku 2006, Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję, w której broni wolności słowa rozumianej nawet jako prawo do obrażania grup społecznych, lub całych wycinków populacji. "Nie wiem jakim cudem udało sie tej pustynnej dziczy zdobyć przeważającą pozycje w Radzie Praw Człowieka ? Kwestie będące przedmiotem prac tego typu komisji sa tak newraligiczne, iż "rozkład sił" w niej powinien być w miarę jednorodny. Nie może być tak aby kraje z jedenego kręgu kulturowego, z reszta bardzo w tych sprawach zacofanego, narzucały swoją wizję praw człowiek. Osobiście uważam, iż kraje europejskie powinny przeforsować rozwiązanie tej rady w obecnym składzie i stworzenie nowych zasad wyboru reprezentantów do niej. Jeśli nie uda się tego zrealizowac jednynym słusznym krokiem jest wycofanie sie z prac w tej radzie, tak jak to zrobiły Stany Zjednoczone.
piątek, 30 marca 2007
czwartek, 29 marca 2007
środa, 28 marca 2007
Bajka dla dzieci....
Ta animowanka dla dzieci została wyemitowana przez irańską telewizję 28 października 2005. Nie powinno więc dziwić nas twierdzenie, że społeczeństwo irańskie jest silnie sfanatyzowane skoro przyzwala na coś takiego... a tłumaczenia, że tylko garstka fundamentalistów sieje nienawiść można sobie wsadzi głęboko w odbyt...tak głeboko aż zsinieje. Zapewne wizyta u proktologa będzie niezbędna.
poniedziałek, 26 marca 2007
Policzek lewackiemu smakowi - czyli Pyta.pl
Przy pozycji 4:17 umieszczona została krótka wymiana zdań z panem Biedroniem, (prezesem Kampanii Przeciw Homofobii), choć nie jestem pewien czy można go nazwac panem ;]
niedziela, 25 marca 2007
piątek, 16 lutego 2007
środa, 14 lutego 2007
Koniec Zachodu
O AUTORZE: Filozof polityki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor m.in. książek "O czasach chytrych i prawdach pozornych", "Złośliwe demony", "I kto tu jest ciemniakiem", "Frywolny Prometeusz", "Spory o kapitalizm", "Nie lubię tolerancji"
O Fukuyamie i Huntingtonie, autorach najgłośniejszych esejów ostatnich lat, mówiono raczej źle. Było to o tyle łatwe, że mało kto dokładnie czytał ich teksty, a zdecydowana większość znała tylko ich tytuły. Francis Fukuyama jawił się więc jako ktoś wyjątkowo niemądry, głoszący koniec historii, co miało oznaczać, że po upadku komunizmu ustaną konflikty i że nic gwałtownego się nie wydarzy. Niemal każdy publicysta uznawał za stosowne powiedzieć coś cierpkiego o tej tezie i zdystansować się od - jak wyraził się jeden z wybitnych polskich autorów - "tego amerykańskiego durnia o japońskim nazwisku". O Huntingtonie pisano nieco oględniej, bo tytuł jego eseju bardziej zgadzał się z potocznymi intuicjami.Trzy wersje końca historii
Co takiego napisał Fukuyama? Przede wszystkim wyszedł z poprawnego - moim zdaniem - założenia, iż upadek komunizmu nie jest zwykłym wydarzeniem, lecz może oznaczać kres wielkiej polityczno-intelektualnej przygody, która od wielu wieków kształtowała zachodnią wyobraźnię. Ten kres można by nazwać końcem historii.
Koniec historii oznacza, po pierwsze, koniec żywota takiego sposobu myślenia, który procesy historyczne ujmował przez dążenia rozmaitych grup do uznania swojej podmiotowości. Komunizm powstał jako ruch na rzecz upodmiotowienia proletariatu, a w konsekwencji całej ludzkości. Skończyło się to katastrofą, natomiast w tym czasie wszystkie grupy w społeczeństwach zachodnich takie uznanie zdobyły, a każdej nowej grupie takie uznanie jest relatywnie łatwo zyskać. Stąd nie ma już siły politycznej - rzeczywistej lub wyobrażonej - która mogłaby dać procesom historycznym nowy impuls.
Po drugie, koniec historii oznacza - i to jest konsekwencja pierwszego - że zachodnie społeczeństwa nie dysponują już jakąś wyraźną wizją przyszłości, ideałem, do którego trzeba by dążyć, i który mobilizowałby energię polityczną grup, partii czy przywódców. Idea powszechnej równości nadal dominuje w myśleniu polityczno-moralistycznym, ale nie wiąże się to z podobnie wielkim ruchem ideologicznym, jak to było w wypadku socjalizmu i komunizmu. Feministki i działacze homoseksualni pragną wprawdzie przenicować nasze umysły i obyczaje, radykalni ekolodzy mają też równie ambitne plany, lecz żaden z tych ruchów ani nie ma tak dużego potencjału politycznego, ani nie mami nas ideą jakiegoś dramatycznie nowego porządku, do jakiego ludzkość winna dążyć.
Po trzecie wreszcie, w zachodnich społeczeństwach dokonuje się proces integracyjny, w wyniku którego powstaje biurokratyczna struktura ponadmiędzynarodowa. Struktura ta poniekąd zamyka horyzont polityczny dążeń jednostkowych, grupowych i państwowych. Marzenia o uniwersalistycznym bycie politycznym też zatem się urzeczywistniło, a w każdym razie Europa zaszła tak daleko w tym kierunku, iż determinuje to jej polityczne dzieje na dłuższy okres. Ów byt stanowi więc obecnie - i zapewne jeszcze dość długo - swoisty kres politycznych aspiracji.
Ostatni człowiek Nietzschego-Platona
Do trzech sensów końca historii Fukuyama dodał czwarty, dotyczący już nie samego wyobrażenia historii, ale człowieka, który w niej żyje. Jest nim - autor posłużył się określeniem Fryderyka Nietzschego - ostatni człowiek. Nietzsche pisał o nim, iż "wszystko czyni małym", i że ostatni ludzie "są mądrzy i wiedzą o wszystkim, co się zdarzyło: nie ma więc końca drwinom". Wśród takich ludzi "zdarzają się jeszcze kłótnie, ale wkrótce nastaje zgoda - inaczej psuje się żołądek". Fukuyama odwołał się także do Platona, pisząc, iż dusza współczesnego człowieka staje się coraz bardziej nastawiona na pożądania i przyjemności, natomiast coraz mniej animowana aspiracjami wielkości i godności. Z jednej strony, tłumaczy to ogólnie pokojowe, pojednawcze i poczciwe nastawienie do świata, a z drugiej, wskazuje na znijaczenie i miałkość. Stabilizacja, dostatek i liczenie się z innymi to jedna strona medalu, druga to przeciętność, kult wygody, przyzwyczajenie do konsumpcji i gloryfikacja miernoty. Zamiast ideału wielkości i godności, który w przeszłości zrobił wiele dobrego, ale i wiele złego, mamy pojednawczość i dążenie do wzajemnej korzyści. Człowiek współczesny chce raczej być akceptowany przez innych, niż gardząc innymi, stawiać przed sobą wielkie cele.
Fukuyama nie był pierwszy. Za swoich poprzedników uznaje on Hegla (podobne nadzieje wiązał on z procesem tworzenia się nowoczesnego państwa napoleońskiego) oraz ekscentrycznego rosyjsko-francuskiego heglistę Aleksandra KojeveŐa. Ten ostatni dostrzegał koniec historii w powstaniu wielkich ponadnarodowych struktur biurokratycznych w Związku Radzieckim Stalina oraz w procesach integracyjnych Europy Zachodniej, którym sekundował i na które wpływał ze strony francuskiej jako szara eminencja. Kojeve zarysował także coś w rodzaju koncepcji ostatniego człowieka, pisząc, iż w nowej rzeczywistości europejskiego państwa oraz osiągnięcia powszechnego uznania ludzie będą się zajmowali przede wszystkim "sztuką, sportem i erotyką", przy czym pod słowem "sztuka" nie rozumiał ogólnego zainteresowania poezją, muzyką i malarstwem, ale raczej uprawianie ogródków, modę i rozrywkę.
Koniec historii i polska dusza
Czy świadomość europejska, a zachodnia w ogólności, jest rzeczywiście świadomością pozbawioną przyszłości, zaś pośrednio pozbawioną historycznego wymiaru? Odpowiedź twierdząca, jak każde wielkie uogólnienie, może się spotkać z licznymi kontrprzykładami. Myślę, iż w istotnym i niebanalnym zakresie jest to odpowiedź prawdziwa, a w każdym razie od czasu publikacji Fukuyamy nie zdarzyło się nic, co by pozwalało jej kategorycznie zaprzeczyć.
Demokratyzacja oraz integracja stanowią dziś podstawowe i ostateczne punkty odniesienia dla wielkiej rzeszy Europejczyków. Nikt o tym nie wie lepiej niż Polacy. Nasze doświadczenie historyczne było wyznaczone przez ideę niepodległości, ideę komunizmu, a potem przez ideę wyzwolenia się od komunizmu. Gdy to się udało, skończyły się wielkie dążenia, a poza demokracją i integracją nic innego nie zaprząta naszych umysłów i nic innego nie znajduje się w naszym wyposażeniu duchowym. Kto sugerowałby dzisiaj jakieś inne cele, jakąś inną wizję przyszłych dziejów, tego potraktowano by jako niebezpiecznego fantastę, oderwanego od rzeczywistości oraz od wartości wspólnych dla cywilizowanego świata. Polska dusza stanowi bodaj najdobitniejszą ilustrację końca historii, dlatego jesteśmy ostatnim krajem, w którym naigrawanie się z Fukuyamy miałoby realne uzasadnienie. Pod tym względem Polacy tylko niewiele się różnią od innych narodów. Krytycy Fukuyamy zżymali się na jego nadmierny heglizm (zapewne słusznie), krytykowali wiele szczegółowych myśli (zazwyczaj słusznie), ale żaden z nich nie wskazał, jakie wizje historii są dzisiaj rozważane jako alternatywne i jakich mają proroków.
Pożytki z Huntingtona
Teza Samuela P. Huntingtona jest pod pewnym względem dopełnieniem, a nie - jak się powszechnie twierdzi - przeciwieństwem tezy Fukuyamy. Skoro zachodni świat znajduje się u kresu wielkiej przygody, zamieszkały jest przez zadowolonych z siebie ostatnich ludzi, to rzecz jasna, iż podstawowe konflikty muszą się przenieść poza ten świat. A Huntington twierdzi właśnie, że owe konflikty rozgrywają się dziś między cywilizacjami, a nie między państwami czy narodami. Jeśli przywołamy konflikt islamsko-zachodni, to teza Huntingtona będzie uderzająco trafna.
Niestety, w szczegółach teza Huntingtona ma zbyt wiele luk, znacznie więcej niż twierdzenia Fukuyamy. Nie jest jasne pojęcie cywilizacji. Nie są oczywiste ani granice, jakie między nimi rysuje uczony, ani przyczyny ewentualnych konfliktów między niektórymi z nich. Wyjątków w tym obrazie jest zbyt wiele, podobnie jak zbyt liczne są zastrzeżenia, również te czynione przez samego autora, by uznać koncepcję Huntingtona - tak jak można to zrobić, według mnie, z koncepcją Fukuyamy - za istotny klucz do zrozumienia współczesności.
W swoim trzonie cała koncepcja ta spełniła jednak swoje zadanie, zwracając uwagę architektom amerykańskiej polityki zagranicznej - dla nich wszak został napisany pierwotny esej - na nowe, trudne do zracjonalizowania w świetle zachodnich standardów, przyczyny wrogości wobec Zachodu, a Ameryki w szczególności.
Kiedy Zachód stał się obiektem ataku islamistów, odezwały się niemal natychmiast głosy - w miarę upływu czasu coraz donośniejsze - iż agresorem nie był wcale islam, lecz islamscy ekstremiści. Islam jako formacja społeczna i światopoglądowa jest w istocie - mówiono - pokojowy, tolerancyjny, a nawet prozachodni. Nie wiadomo, ile w takich opiniach było samomistyfikacji i politycznej poprawności, a ile wykalkulowanej ostrożności. W każdym razie dzięki tezie Huntingtona można było ów pogląd odrzucić, domniemując z dużą dozą słuszności, iż obecny konflikt nie rozgrywa się - jak twierdzą liczni Europejczycy i Amerykanie - między arabskimi radykałami i amerykańskimi neokonserwatywnymi jakobinami, lecz ma głębokie podłoże społeczne i religijne. Tym samym sposób prowadzenia wojny i ewentualne zwycięstwo są zadaniami znacznie trudniejszymi niż w konfliktach tradycyjnych (dodajmy, iż sam Huntington był przeciwnikiem ataku na Irak).
Świat ostatniego człowieka
Huntington sugeruje, iż jest coś takiego jak mocna tożsamość cywilizacyjna Zachodu i jego odrębności od innych cywilizacji. Jego przeciwnicy twierdzą, że to jest o tyle nieprawda, iż Zachód stanowi twór różnorodny. Ale przecież można atakować Huntingtona z innej strony. Może nie różnorodność, ale raczej brak zróżnicowania stanowi czynnik kluczowy. Jeśli Fukuyama ma rację w swojej tezie o ostatnim człowieku, to mocne poczucie cywilizacyjnej odrębności należy uznać za coś nienaturalnego - ostatniemu człowiekowi będzie raczej go brakowało. Islamiści mogą atakować Zachód, a Zachód wcale nie musi się uważać za zaatakowany przez islam, lecz może uważać, że to ledwie pewna niewielka grupa zaatakowała inną niewielką grupę, na przykład arabscy ekstremiści amerykańskich imperialistów. Cywilizacja ostatnich ludzi będzie raczej się starać wchłaniać islam w swoją politykę powszechnego uznania i równości, oferując krajom arabskim coś w rodzaju światowego multikulturalizmu zamiast cywilizacyjnego starcia. Pojednawczość, kompromis, wzajemne ustępstwa, wspólne korzyści - taki stosunek do przeciwników byłby bardziej zgodny z naturą ostatniego człowieka.
Niechęć do cywilizacyjnego starcia, którą obserwujemy w dzisiejszych społeczeństwach pokazuje, iż diagnoza Fukuyamy broni się dobrze. Pośrednim potwierdzeniem tego są poglądy Huntingtona wygłaszane w ciągu ostatnich kilku lat, już po opublikowaniu książki o cywilizacyjnych konfliktach. Upraszczając, sprowadzają się one do troski o cywilizacyjne rozmycie Zachodu, szczególnie Ameryki. Autor stał się jednym z bardziej zdecydowanych krytyków mulikuluralizmu w swoim kraju. Szczególną burzę wywołał jeden z rozdziałów jego ostatniej książki, w którym rozważa się zasadnicze przemiany demograficzne i dramatycznie rosnącą liczbę latynoskich imigrantów. Czy Ameryka zbudowana na angielskiej i protestanckiej kulturze będzie tą samą Ameryką, gdy zmieni się jej demograficzny obraz? To pytanie warte namysłu, ale zostało ono fatalnie przyjęte, jako wyraz - posługując się językiem Fukuyamy - ideologii antyuznaniowej. Jeśli jednak, idąc tropem Huntingtona, Ameryka zmierza do rozstania się ze swoją kulturową tożsamością, to cóż powiedzieć o całym Zachodzie?
Czy idea zachodniej cywilizacji, skonfliktowanej z innymi cywilizacjami, nie jest zatem tylko jakąś konserwatywną fantasmagorią, odległą od faktycznego społecznego doświadczenia? Być może - i tutaj nie mamy pewności - w naszym świecie dzieją się rzeczy, które względnie mocne ujęcie cywilizacji zachodniej czynią anachronicznym. Bo jeśli rację ma Fukuyama, to nawet gdyby taka jedność dawała się odkryć, to ostatni człowiek nie będzie jej dostrzegał, a gdy się mu ją wskaże, odrzuci ją z irytacją jako sprzeczną z tym, co uważa za najbardziej naturalne ludzkie pragnienia. Konfliktu cywilizacyjnego nie będzie, bo on nie życzy sobie jego istnienia.
Koniec Zachodu [w:] Tygodnik "Wprost", Nr 1157 (06 lutego 2005)


